Lexeva to wyłącznie wyszukiwarka aktów prawnych. Nie udzielamy porad prawnych i nie oceniamy spraw. Czym Lexeva nie jest

Sąd Najwyższy Wyrok · 6 maja 2014 r.

II PK 219/13

Wydział II

Przepisy powołane w orzeczeniu

Treść orzeczenia

Sygn. akt II PK 219/13

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 6 maja 2014 r.

Sąd Najwyższy w składzie:

SSN Józef Iwulski (przewodniczący, sprawozdawca)

SSN Zbigniew Hajn

SSN Małgorzata Wrębiakowska-Marzec

w sprawie z powództwa J. Z.

przeciwko A.. Spółce z o.o. w W.

o wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych,

po rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym w Izbie Pracy, Ubezpieczeń

Społecznych i Spraw Publicznych w dniu 6 maja 2014 r.,

skargi kasacyjnej powódki od wyroku Sądu Apelacyjnego w […]

z dnia 29 stycznia 2013 r.,

1. uchyla zaskarżony wyrok w punkcie I w części oddalającej

apelację powódki w odniesieniu do należności głównej oraz w

punkcie II i w tym zakresie przekazuje sprawę Sądowi

Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania i rozstrzygnięcia o

kosztach postępowania kasacyjnego,

2. oddala skargę kasacyjną w pozostałym zakresie.

2

UZASADNIENIE

Powódka J. Z. domagała się od pozwanej A. Spółki z ograniczoną

odpowiedzialnością w W. zapłaty 330.393,98 zł z odsetkami tytułem wynagrodzenia

za pracę w godzinach nadliczbowych w okresie od 1 lipca 2003 r. do 10 lipca 2005 r.

Wyrokiem z dnia 30 listopada 2011 r., Sąd Okręgowy - Sąd Pracy i Ubezpieczeń

Społecznych w W.: 1) zasądził od strony pozwanej na rzecz powódki kwotę

122.672,30 zł tytułem należności głównej wraz z ustawowymi odsetkami od dnia 19

listopada 2007 r. do dnia zapłaty, 2) oddalił powództwo w pozostałym zakresie, a

ponadto 3) orzekł o kosztach procesu i rygorze natychmiastowej wykonalności.

Sąd pierwszej instancji ustalił, że powódka była zatrudniona w pozwanej

Spółce od dnia 1 kwietnia 2000 r. na podstawie umowy o pracę na czas

nieokreślony w pełnym wymiarze czasu pracy, przy czym od dnia 1 stycznia 2003 r.

zajmowała stanowisko dywizyjnego kierownika sprzedaży za wynagrodzeniem

miesięcznym 14.008 zł. Z dniem 1 kwietnia 2004 r. nazwa stanowiska pracy

powódki została zmieniona na "dywizyjny menadżer sprzedaży" a miesięczne

wynagrodzenie uległo podwyższeniu do poziomu 14.568 zł. Zgodnie z

postanowieniem umowy o pracę powódka miała wykonywać obowiązki służbowe w

siedzibie pracodawcy (w W.), jednak w rzeczywistości "z konieczności" musiała

świadczyć pracę w miejscu swego zamieszkania oraz "w terenie". Do jej

obowiązków "w terenie" należało między innymi rekrutowanie okręgowych

kierowniczek sprzedaży oraz ich szkolenie w zakresie pozyskiwania konsultantek

sprzedaży, prowadzenie indywidualnych spotkań z konsultantkami, organizowanie

dla nich comiesięcznych spotkań sprzedażowych, prowadzenie szkoleń

marketingowych, organizowanie pokazów domowych, analiza bieżącej sprzedaży,

planowanie kampanii handlowej, sporządzanie sprawozdań z wyników sprzedaży

itp. W spornym okresie powódka odpowiadała za wyniki sprzedaży obejmujące

teren tak zwanej "d." […] (na obszarze od […]). Powódce podlegało bezpośrednio

12-13 okręgowych kierowniczek sprzedaży. W kierowanej przez powódkę d.

pracowało około 170-180 koordynatorów sprzedaży oraz około 12.000-15.000

konsultantek. Ze swoimi przełożonymi oraz współpracownikami powódka z reguły

kontaktowała się telefonicznie oraz e-mailowo. Część spotkań firmowych powódka

3

odbywała w biurach zajmowanych przez okręgowe kierowniczki sprzedaży a

pozostałą część w terenie, według następującego schematu. Powódka najpierw

jechała do biura okręgowej kierowniczki sprzedaży, w trakcie podróży wykonywała

telefony służbowe, a po wizycie w biurze okręgowej kierowniczki sprzedaży (która

trwała około 1 godziny) wyruszała "w teren", co zajmowało jej od 3 do 5 godzin. Po

każdym dniu pracy, w godzinach wieczornych, powódka musiała przygotowywać

raporty sprzedażowe na podstawie danych otrzymywanych "z terenu" (co trwało 30-

60 minut). Czynności administracyjne zajmowały powódce około 2 godzin rankiem

(zanim wyruszyła "w teren") i średnio 1-1,5 godziny wieczorem. Powódka

studiowała w okresie od 2002 r. do końca zatrudnienia w Spółce. Zdarzało się, że

na służbowe spotkania "w terenie" zawoził ją mąż i wówczas, w czasie podróży,

miała chwilę na przygotowanie się do zajęć uczelnianych. Powódka miała

świadomość, że formalnie była zobowiązana świadczyć pracę przez 8 godzin w

ciągu doby (od 8.30 do 16.30 z 30-minutową przerwą) i przeciętnie 40 godzin

tygodniowo w trzymiesięcznym okresie rozliczeniowym. Jednak z uwagi na zakres

obowiązków, jakie nałożył na nią pracodawca, była zmuszona do stałego

wykonywania czynności zawodowych ponad obowiązujący ją wymiar czasu pracy.

Jednym z obowiązków powódki było prowadzenie tak zwanych "kalendarzy", w

których miały być zapisywane wszystkie przejawy jej aktywności zawodowej. W

kalendarzach powódka sporządziła zestawienie przepracowanych przez siebie

godzin nadliczbowych w okresie objętym pozwem.

Powyższy stan faktyczny Sąd Okręgowy ustalił na podstawie zeznań

powódki oraz kilkunastu świadków. Zeznania trzech świadków Sąd pominął jako

nieistotne dla sprawy, natomiast zeznania złożone przez świadka A. R. (piastującą

stanowisko dyrektora personalnego Spółki) Sąd pierwszej instancji uznał za

niewiarygodne z uwagi na ich sprzeczność z zeznaniami pozostałych świadków.

Sąd Okręgowy uznał za wiarygodne dokumenty przedłożone do akt sprawy, w tym

wydruki korespondencji mailowej prowadzonej pomiędzy powódką a Spółką.

Według Sądu pierwszej instancji podstawowym źródłem informacji na temat

faktycznego czasu pracy powódki są wpisy w "kalendarzach" prowadzonych przez

powódkę na polecenie pozwanej. Co prawda Spółka przedstawiła ewidencję czasu

pracy powódki, ale zdaniem Sądu jest ona "całkowicie niewiarygodna", zarówno

4

jeśli chodzi o ujęty w niej rozkład czasu pracy powódki w poszczególnych dniach,

jak i wymiar wykorzystywanego przez powódkę urlopu wypoczynkowego. W

sytuacji, gdy kontakty przełożonych z powódką odbywały się o różnych porach dnia

(co wynika z treści e-maili oraz z zeznań świadków i powódki), to "całkowicie

niewiarygodna" jest informacja zawarta w ewidencji czasu pracy, że powódka

pracowała tylko 8 godzin w trakcie każdej dniówki roboczej.

Przy takich ustaleniach faktycznych Sąd Okręgowy doszedł do wniosku, że

powództwo zasługuje na częściowe uwzględnienie. Zdaniem Sądu, powódka nie

została objęta zadaniowym systemem czasu pracy ani też nie była kierownikiem

wyodrębnionej komórki organizacyjnej pracodawcy (nie wykonywała funkcji

kierowniczych wobec żadnej osoby zatrudnionej w Spółce na podstawie stosunku

pracy a tylko "współpracowała" z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą).

Według Sądu pierwszej instancji, zakres obowiązków powódki był tak ustalony, że

nie miała obiektywnych możliwości ich wykonania w podstawowej normie czasu

pracy. Tymczasem pracodawca powinien stosować takie rozwiązania organizacyjne,

które nie wywołują konieczności stałego wykonywania pracy w godzinach

nadliczbowych, nawet przez pracowników zajmujących kierownicze i samodzielne

stanowiska pracy. Zebrany w sprawie materiał dowodowy - głównie z uwagi na brak

prawidłowej ewidencji czasu pracy - nie pozwalał na dokładne określenie, w jakim

rozmiarze powódka świadczyła pracę nadliczbową w poszczególnych dniach

spornego okresu. Z tej przyczyny ustalenie należnego powódce wynagrodzenia za

pracę nadliczbową powinno zostać dokonane przy zastosowaniu reguł art. 322

k.p.c. Na tej podstawie Sąd Okręgowy uznał, że "najbardziej zbliżone do

rzeczywistości będzie przyjęcie, że powódka pracowała w takich godzinach, jakie

wynikają ze złożonych przez nią harmonogramów pracy". Jednakże przy ustalaniu

wysokości należnego powódce wynagrodzenia Sąd pominął czas spędzony przez

powódkę na dojazdach, czyli na ujawnionych przez nią "podróżach służbowych".

Według Sądu, faktycznym miejscem pracy powódki był jej dom (gdzie wykonywała

większość prac biurowych) oraz obszar podległej powódce d. Wykazane przez

powódkę "podróże służbowe" nie miały charakteru incydentalnego a zatem nie

mogły stanowić podróży służbowych w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wyjazdy

powódki "w teren" mieściły się w zakresie jej normalnych obowiązków służbowych.

5

Tym niemniej Sąd Okręgowy doszedł do przekonania, że czasu spędzonego przez

powódkę na dojazdach nie należy zaliczać jej do czasu pracy, skoro powódka

przyznała, że często zdarzało się, iż to jej mąż prowadził samochód a w tym czasie

mogła się zająć przygotowaniami do spotkań służbowych albo nauką. Powódka nie

była w stanie określić, ile czasu w trakcie takiej jazdy poświęcała na naukę a ile na

pracę (przygotowanie spotkań służbowych). Dodatkowo Sąd pierwszej instancji

wywiódł, że dzięki temu, iż powódka we własnym zakresie organizowała czas pracy

(chociaż przy narzuconym z góry przez pracodawcę zakresie obowiązków), to

mogła przynajmniej w ograniczonym zakresie zajmować się sprawami prywatnymi.

Z tej przyczyny Sąd Okręgowy, stosując art. 322 k.p.c., posiłkował się opinią biegłej

według tzw. wariantu 1B, "przy wyliczeniu czasu pracy i należnego wynagrodzenia

na podstawie harmonogramów powódki i ujawnionych w nich absencji, nie

wliczając do czasu pracy czasu ujawnionych w harmonogramach podróży

służbowych". Obliczoną w tym wariancie przez biegłą kwotę (122.672,30 zł) Sąd

uznał za należność adekwatną do liczby godzin nadliczbowych przepracowanych

przez powódkę w spornym okresie. W konsekwencji Sąd Okręgowy uwzględnił

powództwo co do tej kwoty, natomiast oddalił powództwo w zakresie ją

przekraczającym. W odniesieniu do roszczenia o odsetki Sąd Okręgowy, mając na

względzie art. 481 k.c., przyjął, że zgłoszenie przez powódkę żądania zapłaty przez

stronę pozwaną odsetek liczonych od kwot wynagrodzenia za pracę nadliczbową

za poszczególne okresy miesięczne, stanowiło przejaw nadużycia prawa ze strony

powódki, bowiem miała ona świadomość, że może elastycznie organizować swój

czas pracy (którego pracodawca nie kontrolował na bieżąco). Chociaż przełożeni

powódki wiedzieli, że powierzonych powódce obowiązków obiektywnie nie da się

wykonać w normalnych godzinach pracy, to powódka nie informowała ich na

bieżąco o liczbie wypracowanych przez siebie godzin nadliczbowych. W

konsekwencji Sąd Okręgowy uznał, że strona pozwana pozostawała w zwłoce

dopiero od chwili otrzymania odpisu pozwu. Zważywszy zaś, że w aktach sprawy

brakuje dowodu doręczenia odpisu pozwu, Sąd pierwszej instancji przyjął, że datą

pewną otrzymania tego odpisu jest dzień złożenia przez Spółkę odpowiedzi na

pozew i dlatego od tej daty zasądził na rzecz powódki odsetki ustawowe liczone od

należności głównej.

6

Od wyroku Sądu pierwszej instancji obie strony wniosły apelacje, przy czym

powódka zarzuciła dokonanie błędnych ustaleń faktycznych i wywiodła, że jej

przemieszczanie się w celach zawodowych należy uznać za "integralną część

wykonywania pracy w ramach tak zwanego ruchomego miejsca pracy", w związku z

czym jest niezrozumiałe dlaczego - zdaniem Sądu Okręgowego - w trakcie takich

podróży zajmowała się głównie nauką i miała czas na załatwianie prywatnych

spraw. Wyrokiem z dnia 29 stycznia 2013 r., Sąd Apelacyjny oddalił obie apelacje i

orzekł o kosztach postępowania odwoławczego. Sąd drugiej instancji stwierdził, że

wyrok Sądu Okręgowego "jest prawidłowy i odpowiada prawu", zaś postępowanie

przed tym Sądem "zostało przeprowadzone wnikliwie", wobec czego Sąd

Apelacyjny uznał za własne ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd pierwszej

instancji. Zdaniem Sądu odwoławczego, Sąd Okręgowy nie naruszył zasady

swobodnej oceny dowodów i dokonał wszechstronnej analizy materiału

dowodowego. Dlatego nie zachodziła potrzeba uzupełnienia postępowania

dowodowego, zaś uzasadnienie zaskarżonego wyroku odpowiada wymaganiom

przewidzianym w art. 328 § 2 k.p.c. Sąd Apelacyjny podzielił także rozważania

prawne Sądu Okręgowego. Zdaniem Sądu odwoławczego, obie apelacje

sprowadzają się do nieusprawiedliwionej polemiki z prawidłowymi ustaleniami

faktycznymi Sądu pierwszej instancji. Sąd Okręgowy właściwie przyjął, że w czasie

wyjazdów "w teren" powódka zajmowała się nie tylko pracą na rzecz pozwanej

Spółki. Chociaż to na powódce spoczywał ciężar udowodnienia, że wykonywała

pracę również w trakcie jazdy samochodem (art. 6 k.c.), to na tę okoliczność

powódka - reprezentowana przez fachowego pełnomocnika - nie przedstawiła

stosownych dowodów. Ponadto "doświadczenie życiowe nakazuje przyjąć, że w

czasie przejazdów do różnych miejsc powódka mogła wykonywać różne czynności

związane z pracą, jednak nie przez cały czas podróży". To, że Sąd Okręgowy

zastosował art. 322 k.p.c., nie zwalniało powódki z obowiązku wykazania "choćby

podstawowych faktów - w tym również właśnie tego, że w trakcie przejazdów

rzeczywiście wykonywała pracę". Co do podniesionego w apelacji powódki zarzutu

naruszenia art. 5 w związku z art. 455 k.c. Sąd Apelacyjny wywiódł, że w Kodeksie

pracy istnieje odrębna od art. 5 k.c. regulacja dotycząca nadużycia prawa

podmiotowego przez stronę stosunku pracy (art. 8 k.p.), a ponadto zgodził się z

7

Sądem Okręgowym, że powódka w czasie zatrudnienia w Spółce nie wzywała

pracodawcy do uregulowania bieżących należności za wykonaną przez siebie

pracę nadliczbową ani też nie informowała go o wykonywaniu takiej pracy. W

sytuacji, gdy powódka samodzielnie organizowała swój czas pracy, pozwany

pracodawca miał uzasadnione podstawy do przyjęcia, że w rzeczywistości nie

wykonywała pracy nadliczbowej. Zaniechanie przez powódkę "podjęcia obrony

własnych praw" powoduje, że aktualnie nie może żądać zapłaty odsetek w takim

wymiarze, jaki zgłosiła w pozwie. Sąd drugiej instancji dodał, że zeznania świadków,

na które powódka się powoływała, nie wystarczały, aby kategorycznie ustalić

wymiar czasu jaki faktycznie poświęcała na pracę (również w trakcie podróży). Z

materiału dowodowego wynika zaś, że pracownicy Spółki nie zgłaszali świadczenia

pracy w godzinach nadliczbowych, ponieważ przełożeni i tak wiedzieli o tym, a

mimo to nie czynili żadnych starań, aby ograniczyć liczbę tych godzin; przełożeni

wręcz dawali do zrozumienia pracownikom, że zgłaszanie pracy w godzinach

nadliczbowych jest bezcelowe.

Od wyroku Sądu drugiej instancji - w zakresie oddalającym apelację powódki

od wyroku Sądu Okręgowego i rozstrzygającym o kosztach postępowania

apelacyjnego - powódka wniosła skargę kasacyjną, w której zarzuciła naruszenie: 1)

art. 775

i art. 128 § 1 k.p. w wyniku przyjęcia, że przemieszczanie się w czasie

regularnych, odbywanych przez większość dni roboczych, podróży na obszarze jej

stałego miejsca pracy na podstawie polecenia służbowego "nie stanowi podróży

służbowej w rozumieniu powołanych przepisów, podczas gdy wobec okoliczności,

że podczas podróży (...) pozostawała bez przerwy w dyspozycji pracodawcy,

wykonywała rutynowe obowiązki służbowe i znajdowała się wyłącznie na obszarze

swojego stałego miejsca pracy określanego w strukturze organizacyjnej

pracodawcy jako dywizja, zaliczenie czasu podróży pracownika (...) do czasu pracy

jawi się jako oczywiste"; 2) art. 5 k.c. w związku z art. 300 k.p. polegające na

przyjęciu, że żądanie zapłaty odsetek od daty ich wymagalności (art. 455 k.c.)

stanowi nadużycie prawa podmiotowego, podczas gdy klauzulę nadużycia prawa

podmiotowego "należy interpretować bardzo wąsko, a z pewnością nie może mieć

ona zastosowania wobec strony, która sama zasad współżycia społecznego nie

przestrzega, jak też wobec strony, która działa racjonalnie w granicach

8

przysługującego jej prawa podmiotowego"; 3) art. 322 k.p.c. polegające na jego

bezzasadnym zastosowaniu jako "instrumentu upraszczającego postępowanie, w

wyniku przyjęcia stanowiska, że udowodnienie czasu pracy (...) jest niemożliwe lub

nader utrudnione wobec braku ewidencji czasu pracy, podczas gdy z

niekwestionowanych kalendarzy pracy powódki, w uzupełnieniu z jej zeznaniami w

charakterze strony czas ten można ustalić w sposób niewątpliwy" i w konsekwencji

na określeniu przez Sąd wynagrodzenia powódki "w krzywdzącej ją wysokości"; 4)

art. 233 § 1, art. 382 w związku z art. 378 § 1 oraz art. 217 § 1 k.p.c. polegające na

błędnym przyjęciu ustaleń Sądu pierwszej instancji za własne "w zakresie źródła

informacji o czasie pracy (...) w godzinach nadliczbowych" i niedokonaniu przez

Sąd odwoławczy samodzielnych ustaleń koniecznych do prawidłowego

zastosowania przepisu prawa materialnego, co "skutkowało dowolnym przyjęciem"

przez Sąd Apelacyjny, że w czasie podróży po obszarze swojej dywizji powódka nie

pozostawała w dyspozycji pracodawcy, lecz przygotowywała się do zajęć

studenckich i załatwiała sprawy prywatne, podczas gdy w czasie takich podróży

powódka zazwyczaj wykonywała rutynowe czynności zawodowe, to jest kierowała

samochodem, prowadziła rozmowy telefoniczne, wysyłała sms-y, ekspediowała

korespondencję e-mailową itp. a nauka w czasie tych podróży miała charakter

wyłącznie incydentalny. W uzasadnieniu podstaw kasacyjnych powódka wywiodła

w szczególności, że jej przemieszczanie się "w terenie" należy uznać za integralną

część wykonywania pracy w ramach tzw. ruchomego miejsca pracy. Z tej przyczyny

nie podlega w ogóle rozważaniu, czy powódka, jadąc samochodem, odbywała

podróż służbową. W ramach swoich obowiązków skarżąca stale przemieszczała się

w terenie a czynności o charakterze incydentalnym ("biurokratycznym")

wykonywała w domu i w innych miejscach. Skoro powódka pozostawała w

dyspozycji pracodawcy przez cały czas, to wadliwe było uwzględnienie jedynie

częściowo przez Sądy orzekające jej roszczenia o wynagrodzenie za pracę

nadliczbową. Zdaniem powódki, kwestionowane przez nią orzeczenie Sądu

odwoławczego jest nieprawidłowe również w tym zakresie, w jakim dotyczy

zasądzenia odsetek od należności głównej. Według skarżącej, w okolicznościach

rozpoznawanej sprawy "przyjęcie przez Sąd Apelacyjny klauzuli z art. 5 k.c." było

nieuprawnione, tym bardziej że pozwana Spółka w okresie objętym pozwem miała

9

świadomość konieczności stałego wykonywania przez powódkę pracy nadliczbowej,

a mimo tego nie podjęła żadnym kroków zmierzających do usunięcia tego stanu

rzeczy ani też nie zrekompensowała powódce "doznanej krzywdy". Powódka

wniosła o zmianę orzeczenia Sądu drugiej instancji w zaskarżonej części przez

"uwzględnienie powództwa (...) w wysokości 330.393,38 złotych z ustawowymi

odsetkami od kwoty 150.672,00 złotych od dnia 18 lipca 2006 roku oraz kwoty

179.721,08 złotych z ustawowymi odsetkami od dnia 21 lipca 2010 roku" i

zasądzenie od strony pozwanej na rzecz powódki kosztów postępowania za

wszystkie instancje.

W odpowiedzi na skargę kasacyjną strona pozwana wniosła o odmowę

przyjęcia skargi do rozpoznania, zaś "z ostrożności procesowej" o oddalenie skargi,

a także o zasądzenie od powódki kosztów postępowania kasacyjnego.

Sąd Najwyższy wziął pod uwagę, co następuje:

Skarga kasacyjna podlega uwzględnieniu w części, w jakiej została

skierowana przeciwko rozstrzygnięciu Sądu Apelacyjnego co do roszczenia

głównego (o zapłatę wynagrodzenia za pracę nadliczbową), bo powódka trafnie

zarzuca, że w kwestionowanym orzeczeniu nie poczyniono precyzyjnych rozważań

w zakresie charakteru czynności, którymi powódka zajmowała się w trakcie

przejazdów służbowych "w teren". W szczególności należy zważyć, że Sąd

odwoławczy w uzasadnieniu swego wyroku w zasadzie nie ustosunkował się do

sformułowanych w tym przedmiocie przez powódkę zarzutów apelacyjnych, w tym

całkowicie pominął poglądy wyrażone w przywołanym przez apelującą

dotychczasowym (bogatym) orzecznictwie odnoszącym się do problematyki

kwalifikowania czasu pracy oraz podróży służbowych. W krótkim, lakonicznym

wywodzie (str. 67 uzasadnienia wyroku) Sąd Apelacyjny przeprowadził

powierzchowną ocenę apelacyjnego zarzutu dotyczącego obrazy przez Sąd

pierwszej instancji przepisów art. 775

i art. 128 k.p. Sąd odwoławczy nie podjął

próby oceny, czy czas, w trakcie którego powódka przemieszczała się poza miejsce

swego zamieszkania ("w terenie") podlega zaliczeniu (a jeśli tak, to czy należy go

zaliczyć w całości, czy też w określonej części) do czasu pracy, za który powódce

10

należy się wynagrodzenie za pracę nadliczbową. W pisemnych motywach

rozstrzygnięcia ograniczono się jedynie do sformułowania tezy, zgodnie z którą

"Sąd Okręgowy właściwie ustalił, że powódka w czasie przejazdów zajmował się

nie tylko pracą na rzecz pozwanego". Ponadto - zdaniem Sądu Apelacyjnego -

"doświadczenie życiowe nakazuje przyjąć, że w czasie przejazdów do różnych

miejsc powódka mogła wykonywać różne czynności związane z pracą, jednak nie

przez cały czas podróży". Nawet jeśli Sąd wykluczył możliwość uznania za czas

pracy powódki całego czasu spędzonego przez nią na przejazdach, to powinien - z

uwzględnieniem wszelkich okoliczności sprawy, skoro był stosowany art. 322 k.p.c.

- ustalić, jaka jego część podlega wliczeniu do czasu pracy, a jaka powinna zostać

wyłączona z tej kwalifikacji. Tymczasem Sąd Apelacyjny takiego rozróżnienia nie

poczynił (do czego był zobowiązany z racji postawionych przez powódkę w apelacji

zarzutów) a nadto wywiódł, że powódka nie udowodniła (art. 6 k.c.), że świadczyła

pracę także w trakcie podróży samochodem.

Podstawowe znaczenie ma jednak trafny zarzut naruszenia art. 128 § 1 k.p.,

w myśl którego czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji

pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania

pracy. Z ustaleń faktycznych wynika, że powódka (wbrew postanowieniu umowy o

pracę) nie świadczyła pracy w zakładzie pracy (w siedzibie Spółki w W.) lecz - z

obiektywnej konieczności - "w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy",

a w szczególności w miejscu swojego zamieszkania oraz "w terenie", czyli na

obszarze podległej jej dywizji obejmującej obszar kilku województw, gdzie stale

wykonywała szereg różnych czynności należących do jej obowiązków

pracowniczych. Z tej przyczyny skarżąca trafnie wywodzi, że jej przemieszczania

się "w teren" nie można kwalifikować jako podróży służbowej ("delegacji"), bowiem

te wyjazdy nie miały charakteru sporadycznego (incydentalnego), lecz były

normalnym wykonywaniem obowiązków pracowniczych, "wkalkulowanym w zakres

czynności służbowych". W tym zakresie praca powódki nie odbiegała od pracy

wykonywanej przez typowych pracowników "mobilnych", na przykład kierowców

międzynarodowego transportu samochodowego (por. uzasadnienie uchwały składu

siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 2008 r., II PZP 11/08,

OSNP 2009 nr 13-14, poz. 166; Gdańskie Studia Prawnicze-Przegląd Orzecznictwa

11

2010 nr 1, poz. 15, z glosą M. Rycak; Monitor Prawa Pracy 2010 nr 11, s. 611, z

glosą M. Drewicza).

Problem dotyczący wliczania pracownikowi do czasu pracy czasu jego

podróży do miejsca wykonywania obowiązków służbowych (zlokalizowanego poza

siedzibą pracodawcy; poprzednio poza zakładem pracy) był przedmiotem licznych

orzeczeń Sądu Najwyższego. I tak w wyroku z dnia 30 września 1976 r., I PR

115/76 (OSPiKA 1978 nr 2, poz. 19, z glosą M. Kaweckiej-Sobczak; NP 1977 nr 4, s.

586, z glosą J. Tyszki) wywiedziono, że pracownikowi, którego praca polega między

innymi na pobieraniu poza stałym miejscem pracy prób wody w przemysłowych

zakładach i rzekach dla sprawdzenia w zakładowym laboratorium stopnia ich

zanieczyszczenia, należy wliczać do czasu pracy także czas podróży z zakładu

pracy do miejsca wykonywania czynności i z powrotem oraz czas pomiędzy

miejscami wykonywania pracy, przy czym na takim pracowniku dochodzącym

wynagrodzenia za godziny nadliczbowe spoczywa ciężar udowodnienia, że

wykonanie łącznie z podróżą wymienionych czynności należących do jego

normalnych obowiązków, nie mieściło się w obowiązującej go normie czasu pracy.

W uchwale z dnia 8 grudnia 1976 r., I PZP 59/76 (OSPiKA 1977 nr 9, poz. 150, z

glosą W. Masewicza i glosą A. Mirończuka) stwierdzono, że pracownikowi

delegowanemu do innej miejscowości w końcowych godzinach dniówki roboczej

bądź bezpośrednio po ich zakończeniu przysługuje wynagrodzenie za pracę

wykonaną w godzinach nadliczbowych, do których wlicza się także czas przejazdu

związany z wykonaniem pracy, bowiem przez cały ten czas pracownik nie może

swobodnie postępować według swego uznania, lecz pozostaje do dyspozycji

zatrudniającego go podmiotu. W uzasadnieniu wyroku z dnia 27 maja 1978 r., I PR

31/78 (OSPiKA 1979 nr 11, poz. 191, z glosą H. Kasińskiej) Sąd Najwyższy wyraził

pogląd, że gdy praca jest wykonywana wyłącznie lub w przeważającej mierze poza

siedzibą zakładu pracy, to pracownikowi należy wliczyć do czasu pracy nie tylko

czas niezbędny na wykonanie zadania określonego przez zakład pracy, lecz także

czas przeznaczony na przejazdy. Dlatego za czas pracy uznano czas podróży

sanitariusza pogotowia ratunkowego, który otrzymał polecenie odwiezienia chorego

karetką do jednostki służby zdrowia położonej poza siedzibą zakładu pracy,

niezbędny do wykonania tego polecenia i czas powrotu do zakładu pracy (wyrok z

12

dnia 4 lipca 1978 r., I PR 45/78, OSNCP 1979 nr 1, poz. 16; NP 1979 nr 11, s. 162,

z glosą A. Kijowskiego) a także czas przejazdu pojazdem pogotowia technicznego

przez mechanika-kierowcę zatrudnionego w tym pogotowiu z bazy transportowej do

miejsca awarii i z powrotem (uchwała z dnia 15 sierpnia 1980 r., I PZP 23/80,

OSNCP 1981 nr 2-3, poz. 26). Z kolei w wyroku z dnia 4 kwietnia 1979 r., I PRN

30/79 (OSNCP 1979 nr 10, poz. 202) Sąd Najwyższy wprawdzie co do zasady nie

zakwalifikował jako czasu pracy "czasu zużytego przez pracownika na podróż

własnym samochodem w celu wykonania zadania wynikającego z umowy o pracę"

(tę tezę uzasadnił stwierdzeniem, że korzystanie z własnego pojazdu służyło

"wygodzie" pracownika), tym niemniej przyjął, że jeśli pracownik umysłowy otrzyma

polecenie służbowe przewiezienia swoim prywatnym samochodem innych

pracowników i jedynym celem takiej podróży jest ich przewóz, to czas wykonywania

przez tego pracownika obowiązków kierowcy w tej podróży wlicza się do czasu jego

pracy. Kwalifikując czas spędzony przez pracownika w podróży jako czas pracy

pracownika albo jako jego czas "wolny", Sąd Najwyższy w tych orzeczeniach

kierował się regułą, zgodnie z którą "miejsce pracy" pracownika należy odróżnić od

"siedziby zakładu pracy", przy czym miejsce pracy może być określone na stałe,

bądź jako miejsce zmienne, a w tym ostatnim wypadku zmienność miejsca pracy

może wynikać z samego charakteru (rodzaju) pełnionej pracy (por. uzasadnienie

uchwały składu siedmiu sędziów z dnia 19 października 1988 r., III PZP 10/88, OSP

1988 nr 10, poz. 311, z glosą T. Zielińskiego oraz uzasadnienie wyroku z dnia 1

kwietnia 1985 r., I PR 19/85, OSPiKA 1986 nr 3, poz. 46, z glosą M. Piekarskiego).

W ocenie Sądu Najwyższego, decydujące znaczenie należy nadać

poglądom ostatnio przyjętym w orzecznictwie, odnoszącym się do interpretacji

pojęcia "pozostawanie w dyspozycji pracodawcy" z art. 128 k.p. W tym kontekście

na szczególną uwagę zasługuje trafny pogląd wyrażony w wyroku Sądu

Najwyższego z dnia 3 grudnia 2008 r., I PK 107/08 (OSNP 2010 nr 11-12, poz. 133)

w sprawie, której stan faktyczny był niemal identyczny ze stanem faktycznym

rozpoznawanej sprawy. Według tego wyroku, czas pracy pracownika handlowego

rozpoczyna się od wyjazdu z jego mieszkania w sytuacji, gdy pracodawca nie

zorganizował dla niego żadnego miejsca, które mogłoby być traktowane jako

zamiejscowa siedziba pracodawcy ("biuro") a praca polegała w całości na

13

wykonywaniu zadań w placówkach handlowych, do których pracownik dojeżdżał

samochodem z zajmowanego przez siebie mieszkania. W konsekwencji czasem

pracy objęty jest w tym wypadku również powrót pracownika do mieszkania po

wykonaniu zasadniczego zadania pracowniczego. W takiej sytuacji nie można

twierdzić, że nie jest wliczany do czasu pracy, czas przejazdów pracownika

świadczącego pracę w warunkach tak zwanej nietypowej podróży służbowej, w tym

dojazd do pierwszego klienta a następnie przejazd od ostatniego klienta do

mieszkania pracownika. W sytuacji, gdy pracodawca nie zorganizował dla

pracownika żadnego miejsca ("biura"), które mogłoby być traktowane jako filia jego

siedziby i taką funkcję spełniało mieszkanie pracownika, pracownik już od momentu

opuszczenia mieszkania rozpoczyna bezpośrednie czynności przygotowawcze do

wykonania zasadniczego zadania służbowego (wizyty u klientów itp.). Jeżeli taki

pracownik po odbyciu wizyty (wizyt) w celach zawodowych powraca do mieszkania

i w nim sporządza dzienny raport oraz dokonuje jeszcze innych czynności, to czas

powrotu do mieszkania po zakończeniu zasadniczego zadania pracowniczego jest

także czasem pracy. Jeżeli więc immanentną cechą obowiązków pracowniczych

jest bezpośredni kontakt z kontrahentem, co wiąże się z obowiązkiem przejazdu

pracownika do siedziby tego kontrahenta (innego miejsca spotkania), to nie można

uznać, że pracownik (przedstawiciel handlowy), prowadząc samochód służbowy,

nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy, nie wykonując w tym czasie obowiązków

służbowych, gdyż w ramach obowiązków powierzonych pracownikowi mieszczą się

tylko czynności ściśle związane z zakresem jego obowiązków (por. uzasadnienie

wyroku Sądu Najwyższego z dnia 27 stycznia 2009 r., II PK 140/08, LEX nr

491567). Jest to istotne również z tego powodu, że czas przejazdu z założenia nie

musi i nie ma być wykorzystywany do świadczenia pracy w interesie podmiotu

zatrudniającego, a w każdym razie pracownik w czasie tej podróży nie musi

wykonywać zasadniczych zadań pracowniczych (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 3

grudnia 2009 r., II PK 138/09, Monitor Prawa Pracy 2010 nr 6, s. 312). Podobne

stanowisko w zakresie kwalifikowania jako czasu pracy całego okresu, w którym

pracownik wykonuje obowiązki na określonym obszarze geograficznym (w różnych

jego miejscach) i w tym celu przemieszcza się tam i z powrotem, wyrażane jest

także w piśmiennictwie (por. zwłaszcza M. Mędrala: Wybrane problemy związane

14

ze wskazaniem miejsca pracy w umowie o pracę, Monitor Prawa Pracy 2009 nr 3).

Konkludując należy stwierdzić, że czasem pracy (art. 128 § 1 k.p.) pracownika

wykonującego obowiązki pracownicze na określonym obszarze, do czego

niezbędne jest stałe przemieszczanie się, jest także czas poświęcony na niezbędne

przejazdy. W czasie tych przejazdów pracownik pozostaje bowiem w dyspozycji

pracodawcy a świadczenie pracy (wykonywanie obowiązków pracowniczych)

polega na samym przemieszczaniu się, bez którego nie byłoby możliwe wykonanie

podstawowych zadań pracowniczych. Z tego punktu widzenia jest więc obojętne,

jakim środkiem transportu pracownik się przemieszcza (własnym, dostarczonym

przez pracodawcę, czy publicznym), jak również czym się zajmuje w czasie

przejazdu (prowadzi samochód, świadczy pracę możliwą do wykonania w czasie

przejazdu, czy też odpoczywa).

Przenosząc powyższe uwagi na grunt rozpoznawanej sprawy należy przyjąć,

że - zgodnie z treścią stosunku pracy ukształtowaną w wyniku faktycznego sposobu

świadczenia pracy - powódka wykonywała obowiązki pracownicze (świadczyła

pracę) w miejscu swojego zamieszkania oraz na określonym obszarze

geograficznym (na terenie dywizji). Niezbędnym elementem świadczenia

podstawowych zadań pracowniczych powódki były przejazdy po tym obszarze,

obejmujące dojazd do pierwszego miejsca ich wykonywania, przejazd pomiędzy

nimi oraz powrót do domu. Czas tych przejazdów podlegał zaliczeniu do jej czasu

pracy w rozumieniu art. 128 § 1 k.p., bez względu na to, czym się zajmowała. Z tej

podstawowej przyczyny rozstrzygnięcie Sądu drugiej instancji oddalające apelację

powódki od wyroku Sądu Okręgowego w części, w której oddalono jej roszczenie o

zapłatę wynagrodzenia za pracę nadliczbową, okazało się być wadliwe. Wywołało

to konieczność jego uchylenia i przekazania w tym zakresie Sądowi odwoławczemu

sprawy do ponownego rozpoznania w zakresie odnoszącym się do roszczenia o

zapłatę należności głównej i przekraczającej kwotę 122.672,30 zł, która została

powódce prawomocnie zasądzona wyrokiem Sądu Okręgowego.

Co do rozstrzygnięcia Sądu Apelacyjnego oddalającego apelację powódki w

zakresie dotyczącym zasądzenia odsetek, to skarga powódki nie opiera się na

usprawiedliwionej podstawie. Skarżąca zarzuciła bowiem naruszenie art. 5 k.c. w

związku z art. 300 k.p. Identyczny zarzut powódka sformułowała w apelacji a Sąd

15

odwoławczy trafnie w tym zakresie zauważył, że nadużycie prawa podmiotowego w

prawie pracy jest uregulowane w art. 8 k.p. (a nie art. 5 k.c.). Zgodnie z art. 39813

§

1 k.p.c. Sąd Najwyższy rozpoznaje skargę kasacyjną w granicach podstaw (jest

związany zarzutami wskazanymi jako jej podstawy zgodnie z art. 3983

§ 1 k.p.c).

Zarzut naruszenia art. 5 k.c. (w związku z art. 300 k.p.) nie jest usprawiedliwioną

podstawą skargi kasacyjnej powódki i dlatego podlegała ona oddaleniu w części, w

jakiej kwestionuje wyrok Sądu Apelacyjnego co do zapłaty odsetek.

Mając to na uwadze Sąd Najwyższy uznał skargę kasacyjną powódki za

częściowo usprawiedliwioną (w części skierowanej przeciwko rozstrzygnięciu

oddalającemu apelację powódki w stosunku do należności głównej) i dlatego w tym

zakresie orzekł jak w sentencji, na podstawie art. 39815

§ 1 k.p.c., pozostawiając

Sądowi drugiej instancji orzeczenie o kosztach postępowania kasacyjnego (art. 108

§ 2 k.p.c.). Natomiast w pozostałej części (w zakresie dotyczącym rozstrzygnięcia o

odsetkach) Sąd Najwyższy oddalił skargę na podstawie art. 39814

k.p.c.

Lexeva pokazuje treść orzeczenia, nie udziela porad prawnych i nie ocenia, co z niego wynika w konkretnej sprawie. Moc prawną ma wyłącznie dokument wydany przez sąd.