Lexeva to wyłącznie wyszukiwarka aktów prawnych. Nie udzielamy porad prawnych i nie oceniamy spraw. Czym Lexeva nie jest

Sąd Najwyższy Wyrok · 11 sierpnia 2015 r.

IV KK 87/15

Wydział IV

Przepisy powołane w orzeczeniu

Treść orzeczenia

Sygn. akt IV KK 87/15

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 11 sierpnia 2015 r.

Sąd Najwyższy w składzie:

SSN Dorota Rysińska (przewodniczący)

SSN Zbigniew Puszkarski (sprawozdawca)

SSN Józef Szewczyk

Protokolant Danuta Bratkrajc

przy udziale prokuratora Prokuratury Generalnej Krzysztofa Parchimowicza

w sprawie R. K.

skazanego z art. 157 § 1 k.k. w zw. z art. 64 § 2 k.k., art. 156 § 3 k.k. w zw. z art. 64

§ 2 k.k.

po rozpoznaniu w Izbie Karnej na rozprawie

w dniu 11 sierpnia 2015 r.,

kasacji, wniesionej przez obrońcę skazanego

od wyroku Sądu Apelacyjnego w […]

z dnia 14 października 2014 r.,

utrzymującego w mocy wyrok Sądu Okręgowego w N.

z dnia 23 kwietnia 2014 r.,

I. Uchyla zaskarżony wyrok oraz utrzymany nim w mocy

wyrok Sądu I instancji i sprawę przekazuje temu Sądowi do

ponownego rozpoznania;

2

II. zasądza od Skarbu Państwa na rzecz adw. I. K. (Kancelaria

Adwokacka), kwotę 1476 (jeden tysiąc czterysta siedemdziesiąt

sześć złotych, w tym 23% podatku VAT, za sporządzenie i

wniesienie kasacji oraz za obronę z urzędu przed Sądem

Najwyższym, nadto niezbędne wydatki adwokata w kwocie 270

(dwieście siedemdziesiąt) zł.

UZASADNIENIE

Sąd Okręgowy, po ponownym rozpoznaniu sprawy, wyrokiem z dnia 23

kwietnia 2014 r., R. K. uznał za winnego tego, że:

1. w nieustalonym dniu, w lutym lub początkiem marca 2011 r. w B. T, poprzez

dociśnięcie klatki piersiowej Z. K. do podłoża spowodował umyślnie uszkodzenie jej

ciała w postaci złamania siedmiu żeber po stronie prawej klatki piersiowej oraz

uderzając ją ręką w twarz spowodował ranę tłuczoną wargi, co naruszyło

prawidłowe funkcjonowanie narządów jej organizmu na czas powyżej siedmiu dni,

przy czym czynu tego dopuścił się w okresie pięciu lat po odbyciu kary dwóch lat

pozbawienia wolności orzeczonej za umyślne przestępstwo podobne popełnione w

warunkach określonych w art. 64 § 1 k.k., tj. czynu z art. 157 § 1 k.k. w zw. z art. 64

§ 2 k.k. i za to wymierzył mu karę roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności;

2. w dniu 24 marca 2011 r. w B., przewidując możliwość spowodowania

ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Z.K. i godząc się na to, zadawał jej ciosy rękami

oraz dociskał do podłoża jej klatkę piersiową, czym spowodował na jej ciele

uszkodzenia w postaci podbiegnięć krwawych w okolicy czołowej, w rejonie oka

prawego, na prawym policzku, w lewej okolicy jarzmowej, na szyi, na prawym

obojczyku, na grzbietach rąk, złamanie pięciu żeber po stronie lewej w linii

pachowej przedniej, skutkujące u pokrzywdzonej chorobą realnie zagrażającą

życiu, przejawiającą się narastającą niewydolnością oddechową, w następstwie

czego pokrzywdzona zmarła w dniu 24 marca 2011 r., przy czym następstwo to

mógł przewidzieć, a czynu tego dopuścił się w okresie pięciu lat po odbyciu kary

dwóch lat pozbawienia wolności orzeczonej za umyślne przestępstwo podobne

popełnione w warunkach określonych w art. 64 § 1 k.k., tj. czynu z art. 156 § 3 k.k.

w zw. z art. 64 § 2 k.k. i za to wymierzył mu karę 6 lat pozbawienia wolności.

3

Na podstawie art. 85 i art. 86 § 1 k.k. wymierzył R. K. karę łączną 6 lat

pozbawienia wolności, zaliczając na jej poczet okres rzeczywistego pozbawienia

wolności oskarżonego od dnia 28 lipca 2011 r. do dnia 29 marca 2012 r. Nadto

zasądził od Skarbu Państwa na rzecz obrońcy z urzędu stosowną kwotę tytułem

wynagrodzenia za świadczoną oskarżonemu pomoc prawną oraz od oskarżonego

na rzecz Skarbu Państwa 2.000 zł tytułem częściowej zapłaty kosztów sądowych, a

w pozostałej części zwolnił go od ich ponoszenia.

Apelację od tego wyroku, zaskarżając go w całości, wniósł obrońca

oskarżonego. Zarzucił:

I. obrazę przepisów postępowania mającą wpływ na treść orzeczenia:

1. art. 5 § 2 k.p.k. w zw. z art. 2 § 2 k.p.k. poprzez rozstrzygnięcie niedających

się usunąć wątpliwości na niekorzyść oskarżonego i to w oparciu o okoliczności,

które pozwalają co najwyżej na domniemywanie na podstawie dowodów

pośrednich wersji przyjętej przez Sąd, podczas gdy brak jest bezpośrednich

dowodów pozwalających na przyjęcie przebiegu zdarzeń z pkt I i II wyroku z

udziałem oskarżonego i możliwe jest przyjęcie również innych wersji przebiegu

zdarzeń bez udziału oskarżonego;

2. art. 7 k.p.k. poprzez ocenę dowodów sprzeczną z zasadami prawidłowego

rozumowania i wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego, a polegającą na

ustaleniu, iż oskarżony miał umyślnie spowodować obrażenia ciała Z. K. podczas

obu zdarzeń, a skutki następstw czynu opisanego w pkt II wyroku mógł

przewidzieć;

3. art. 167 k.p.k. w zw. z art. 170 k.p.k. w zw. z art. 2 § 2 k.p.k. poprzez

zaniechanie postępowania dowodowego mającego na celu dokładne ustalenie

okoliczności faktycznych związanych z czasem zgonu, przyczynami zgonu, stanu

Z. K. przed śmiercią, identyfikacją ciała Z. K., a w szczególności poprzez:

a)zaniechanie dowodów w zakresie ustalenia, czy sekcji zwłok poddano ciało Z. K.,

b)oddalenie wniosku o przesłuchanie świadka L. G.,

c)oddalenie wniosku o przeprowadzenie dowodu z opinii innego instytutu

medycznego.

II. błąd w ustaleniach faktycznych sprowadzający się do nieprawidłowego ustalenia

następujących okoliczności:

4

1. przebiegu zdarzenia opisanego w pkt I i II wyroku i przypisaniu oskarżonemu

sprawstwa czynów, podczas gdy w zgromadzonym materiale dowodowym brak

jakichkolwiek podstaw dla dokonania takiego ustalenia,

2. przypisaniu oskarżonemu, że miał umyślnie spowodować obrażenia ciała Z. K.

podczas obu zdarzeń z pkt I i II wyroku, a skutki następstw czynu opisanego w pkt

II wyroku mógł przewidzieć.

Podnosząc te zarzuty, obrońca wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku i

uniewinnienie oskarżonego od zarzucanych mu czynów, ewentualnie o uchylenie

wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi I instancji.

Po rozpoznaniu apelacji, Sąd Apelacyjny wyrokiem z dnia 14 października

2014 r., utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Zasądził od Skarbu Państwa

wynagrodzenie należne obrońcy z urzędu oraz zwolnił oskarżonego od ponoszenia

kosztów sądowych postępowania odwoławczego.

Kasację od prawomocnego wyroku Sądu odwoławczego, zaskarżając go w

całości, wniosła wyznaczona z urzędu obrońca aktualnie skazanego R. K.

Zarzuciła:

I. obrazę art. 6 ust. 1 i 2 lit. c) Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i

Podstawowych Wolności w zw. z art. 175 § 1 k.p.k. poprzez przyjęcie za

obciążające odmowy odpowiedzi przez oskarżonego na stawiane mu pytania, co

przesądza o braku rzetelności procesu, w kontekście również pozostałych zarzutów

kasacji;

II. obrazę przepisu art. 17 ustawy z dnia 6 listopada 2008r. o prawach pacjenta

i Rzeczniku Praw Pacjenta poprzez dowolne przyjęcie, że skazany, jako opiekun

faktyczny miał prawo i obowiązek wbrew woli świadomej oraz poczytalnej babki na

siłę ją leczyć;

III. rażącą obrazę przepisów postępowania, która miała wpływ na treść

zaskarżonego wyroku, a to:

„1. art. 7 k.p.k. poprzez poprzez dowolną ocenę dowodów w postaci licznych

opinii biegłego dr hab. T. K. (formalnie opinii Zakładu Medycyny Sądowej UJ). O ile

Sąd odwoławczy w uzasadnieniu swojego wyroku był uprawniony do odwoływania

się do akceptowanej oceny Sądu I instancji, to fakt przywoływania tych samych

fragmentów opinii biegłego, nie dostrzegania sprzeczności, chociażby z wynikami

5

oględzin zwłok, świadczy o całkowitym ponowieniu błędów przez Sąd II instancji,

również w zakresie oceny wyjaśnień oskarżonego. Akceptowanie spekulacyjnych

wywodów biegłego;

2 art. 410 k.p.k. w związku z art. 458 k.p.k. poprzez pominięcie przez Sąd

Apelacyjny licznych okoliczności (niektóre zostały wymienione ale Sąd nie brał ich

pod uwagę przy ustalaniu przebiegu zdarzeń), wynikających z w pełni uznanych za

wiarygodne dowodów, a korzystnych dla oskarżonego, a to:

- ciało pokrzywdzonej było bez odleżyn i obtarć;

- pielęgniarka w okresie pomiędzy przypisanymi skazanemu czynami umówiła się z

nim na wizytę u jego babci, nie czynił przeszkód, do wizyty doszło w dniu 14 marca

2011 r. (10 dni przed śmiercią), pokrzywdzona samodzielnie doszła do drzwi

wejściowych, miała balkonik ale nie chciała z niego korzystać;

- choroby kręgosłupa, na którą wskazał biegły T. K. jako przyczynę częstych

upadków pokrzywdzonej;

- choroby układu krwionośnego pokrzywdzonej, która według biegłego,

powodowała spłycenie oddechu;

- problemów z parametrami krwi pokrzywdzonej (jak wynika z dokumentacji

szpitalnej), które wiążą się z podatnością na powstawanie siniaków;

- przyjmowanie, że pokrzywdzona była kruchą staruszką jedynie w kontekście opisu

strony podmiotowej czynu, a pomijanie tego przy ustalaniu sprawstwa skazanego;

3. art. 366 § 1 k.p.k. w związku z art. 458 k.p.k. w związku z art. 452 § 2

k.p.k. poprzez nieprzeprowadzenie dowodu z opinii innej instytucji niż Zakład

Medycyny Sądowej UJ obejmującej analizę medyczno-sądową jak i

kryminalistyczną wersji przyjętej przez Sąd I instancji za biegłym sądowym oraz

nieprzeprowadzenie dowodu z oględzin miejsca zdarzenia, czy fotografii

wykonanych na zlecenie sądu (w szczególności łóżka pokrzywdzonej, szlaku do

łazienki, samej łazienki). W ocenie skarżącej przy obecnie jeszcze obowiązującej

procedurze, Sąd odwoławczy celem dokładnego wyjaśnienia sprawy winien

wykazać się taką inicjatywą;

4. art. 457 § 3 k.p.k. w związku z art. 433 § 2 k.p.k. poprzez nieodniesienie

się w pełni przez Sąd II instancji do zarzutów apelacji:

6

- brak zbadania przez Sąd II instancji całości opinii biegłego dr hab. T. K., w

kontekście zarzutu obrońcy o ich zmienności i dowolności oraz konsekwentnego

wnioskowania o powołanie innych biegłych;

- co do nieustalenia dokładniej chwili śmierci pokrzywdzonej, w kontekście

stwierdzenia zażyciowości wszystkich jej obrażeń i przyjęcie, że wrażenie

skazanego co do momentu zgonu babki jest przesądzające;

- brak całościowego odniesienia się do zarzutu apelującego kierowanego pod

kątem ustalenia, że skazany całym swoim ciężarem ciała zgniatał pokrzywdzoną,

również w czasie kiedy miała leżeć w łóżku;

5. art. 457 § 3 k.p.k. poprzez wyrokowanie, którego odzwierciedleniem jest

uzasadnienie wyroku, oparte na wybiórczym sięganiu do materiału dowodowego

sprawy, w tym zakresie, który zdawał się odpowiadać tezom aktu oskarżenia,

przyjmowanie bezkrytycznie za swoje ustaleń Sądu I instancji, który popełnił liczne

błędy (opisane szczegółowo w uzasadnieniu), które w całości przeniknęły do

postępowania odwoławczego.

Jednak przede wszystkim Sąd Apelacyjny zupełnie dowolnie rozumował

zakładając, że fakty ustalone w oparciu o opinie biegłego lekarza sądowego zostały

obiektywnie zweryfikowane w świetle wiedzy specjalistycznej, w sytuacji kiedy

wprost biegły twierdził konsekwentnie, że charakter obrażeń pokrzywdzonej był

czynny w świetle jego oceny całokształtu okoliczności sprawy, biorąc pod osąd

kilka ostatnich lat życia pokrzywdzonej i sposobu opiekowania się nią przez

skazanego.

W ocenie skarżącej przepis ten nie sprowadza się jedynie do technicznej normy

mającej zastosowanie już po wydaniu wyroku przez sąd odwoławczy, ale nakazuje

przeprowadzenie przez sąd rzetelnego, pełnego i logicznie nienagannego wywodu,

który uzasadnia dane rozstrzygnięcie sądu.”

Stawiając powyższe zarzuty, obrońca wniosła o:

1. przeprowadzenie na podstawie art. 452 w zw. z art. 518 k.p.k. dowodu z

ulotki producenta leku „Polocard” na okoliczność możliwości wystąpienia krwawień

(siniaków) po zażyciu tego leku;

2. uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Apelacyjnemu

do ponownego rozpoznania;

7

3. zasądzenie na jej rzecz kosztów adwokackich za sporządzenie kasacji w

podwójnej wysokości stawki urzędowej, z uwagi na skomplikowany charakter

sprawy, nadto kosztów związanych z dojazdami, które to koszty nie zostały

opłacone w żadnej części.

Do Sądu Najwyższego skierował też pismo R. K. Przekonywał w nim, że

został skazany niesprawiedliwie, bowiem nie popełnił przypisanych mu

przestępstw, nadto zgłosił zastrzeżenia do wydanej w sprawie opinii sądowo-

lekarskiej oraz twierdził, że ciało, które poddano oględzinom i sekcji, nie było ciałem

Z. K.

W odpowiedzi na kasację prokurator Prokuratury Apelacyjnej wniósł o jej

oddalenie jako oczywiście bezzasadnej, natomiast odmienne stanowisko

przedstawił na rozprawie przed Sądem Najwyższym prokurator Prokuratury

Generalnej, który poparł kasację, zwłaszcza w zakresie zarzutu rażącego

naruszenia art. 457 § 3 k.p.k. i wniósł o uchylenie wyroków sądów obu instancji i

przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania.

Sąd Najwyższy zważył, co następuje.

Chociaż nie wszystkie zarzuty kasacji były zasadne, to należało przychylić

się do zgodnego poglądu stron, iż zaskarżony wyrok powinien zostać uchylony, a

sprawa przekazana do ponownego rozpoznania. Celowe było przy tym, by

rozpoznanie to zostało ponowione przez Sąd I instancji, zatem również wyrok tego

Sądu podlegał uchyleniu.

Na wstępie wypada zauważyć, że sposób zredagowania kasacji nie w pełni

odpowiada wymogom art. 523 § 1 k.p.k., zgodnie z którym skarżący powinien

wykazać, że sąd odwoławczy rażąco naruszył prawo i że miało to istotny wpływ na

treść orzeczenia. Dwa pierwsze zarzuty kasacji nie podnoszą, że doszło do

rażącego naruszenia prawa przez Sąd Apelacyjny oraz że naruszenie to miało

istotny wpływ na treść wydanego przez ten Sąd wyroku, natomiast zarzut z pkt III,

chociaż wskazuje na rażącą obrazę przepisów postępowania, to nie zaznacza, że

miała ona wpływ istotny na treść zaskarżonego wyroku. Skoro jednak polski proces

karny nie jest procesem formułkowym, a znaczenie czynności procesowej należy

odczytywać z uwzględnieniem art. 118 § 1 k.p.k., te niedostatki kasacji samoistnie

nie mogły rzutować na sposób jej rozpoznania.

8

W ramach pierwszego zarzutu kasacji skarżąca wskazała na naruszenie art.

6 ust. 1 i 2 lit. c) Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności

w zw. z art. 175 § 1 k.p.k., o tyle nieprecyzyjnie, że ust. 2 art. 6 nie zawiera

jednostek redakcyjnych oznaczonych literami; te zawiera ust. 3 art. 6 Konwencji,

wobec czego należy przyjąć, że skarżąca nie wymieniła tego przepisu z powodu

omyłki pisarskiej. Z kolei w uzasadnieniu kasacji nie wytłumaczyła, dlaczego

właśnie te przepisy uznaje za naruszone w wyniku określonej interpretacji postawy

oskarżonego. Należy przypomnieć, że art. 6 ust. 1 Konwencji mówi o prawie

każdego do sprawiedliwego i publicznego rozpoznania jego sprawy w rozsądnym

terminie przez niezawisły i bezstronny sąd, natomiast art. 6 ust. 3 lit. c) o prawie

oskarżonego do bronienia się osobiście lub przez ustanowionego przez siebie

obrońcę, jak też o prawie bezpłatnego skorzystania z pomocy obrońcy

wyznaczonego z urzędu. Nie ma powodów, by twierdzić, że w toku procesu te

przepisy, mające zresztą odpowiedniki w przepisach Kodeksu postępowania

karnego, nie były respektowane, podobnie jak przepis art. 175 § 1 k.p.k., mówiący o

prawie oskarżonego do składania wyjaśnień, jak też o jego prawie odmowy

złożenia wyjaśnień, względnie udzielenia odpowiedzi na poszczególne pytania. Jest

bowiem widoczne, że swoboda wypowiedzi R. K. nie była ograniczona.

Należało jednak mieć na uwadze, że intencją skarżącej było

zasygnalizowanie, że niedopuszczalne ze strony Sądu Apelacyjnego było

potraktowanie dozwolonej przez prawo postawy oskarżonego, konkretnie odmowy

udzielenia odpowiedzi na zadane mu pytania, jako okoliczności świadczącej na

jego niekorzyść. W tym kontekście skarżąca przytoczyła fragment uzasadnienia

wyroku, w którym Sąd ad quem uznał za „znamienne” stwierdzenia R. K., który

powiedział, że nie odpowie na pytania zmierzające do ustalenia, czy kierował do

członków rodziny i innych osób groźby, kiedy dowiedział się, że na skutek

interwencji rodziny będzie przeprowadzona sekcja zwłok pokrzywdzonej oraz kiedy

ostatni raz była ona konsultowana przez lekarza. Odnosząc się do zgłoszonego

przez obrońcę zastrzeżenia, należy uznać, że nie jest ono zupełnie bezpodstawne.

Wydaje się, że określając jako znamienną wspomnianą wypowiedź oskarżonego,

Sąd odwoławczy nawiązał do swojego wcześniejszego stwierdzenia, iż oskarżony

może zająć przewidzianą przez prawo postawę procesową, jednak „nie może ona

9

nie być dostrzeżona jako obiektywny fakt procesowy”. Rzecz jednak w tym, że

przedstawiony w uzasadnieniu wywód powinien być pełny i w klarowny sposób

przedstawiać stanowisko Sądu, w szczególności, jak konkretnie interpretuje on

wspomnianą postawę oskarżonego. Tymczasem skwitowanie jej określeniem

„znamienna”, jest w istocie niedopowiedzeniem, dającym pole do różnych

interpretacji. Jeśli przyjąć, podobnie jak czyni to obrońca, że Sąd odwoławczy z

faktu odmowy oskarżonego udzielenia odpowiedzi na zadane mu pytania wyciągnął

wnioski dla niego niekorzystne, to rzeczywiście, trudno takie postąpienie

akceptować. Nie ulega bowiem wątpliwości, że milczenie oskarżonego w trakcie

procesu, mogące przybierać różną postać, od zupełnego wstrzymania się od

jakiejkolwiek wypowiedzi, do odmowy odpowiedzi na określone pytanie, nie

powinno być poczytane jako uprawniające do czynienia negatywnych dla niego

interpretacji, w szczególności co do zasadności oskarżenia. Być może Sąd ad

quem miał na myśli, iż oskarżony, odmawiając udzielenia odpowiedzi na pytanie,

jednak nie zaprzeczył, iż wspomniane groźby kierował. Nie jest jednak jasne, jaki

wniosek miałby z tego wynikać; zapewne należałoby rozważyć i taką ewentualność,

że oskarżony, skłonny, co odnotował Sąd meriti, do impulsywnych zachowań,

wyraził w ten sposób oburzenie i niechęć wobec członków rodziny, którzy, jego

zdaniem, skrzywdzili go niezasadnym podejrzeniem. Nie wiadomo też, jak Sąd

odwoławczy zinterpretował fakt nieudzielenia przez oskarżonego odpowiedzi na

pytanie, „kiedy babcia była ostatni raz u lekarza lub lekarz u niej”, zwłaszcza w

sytuacji, gdy wiedza na ten temat była dostępna (zob. s. 2-4 uzasadnienia wyroku

Sądu Okręgowego). Inną kwestią jest, czy rzeczywiście wspomniane słowa

wypowiedziane przez oskarżonego po zadaniu mu pytań, należało interpretować

jako przejaw skorzystania z uregulowania zawartego w art. 175 § 1 k.p.k. R. K.

zaraz potem zaznaczył bowiem, że „to, czy odpowiem na jakieś pytanie Sądu

będzie zależało od tego, czy będę znał odpowiedź, czy nie” (k. 255 odw.). Jeżeli

więc Sąd odwoławczy uznał za celowe nawiązać do określonej wypowiedzi

oskarżonego, powinien uwzględnić cały jest kontekst i rozważyć, czy słowa „nie

odpowiem na pytanie…” oznaczają odmowę udzielenia odpowiedzi, czy też w ten

sposób oskarżony sygnalizował, że nie potrafi odpowiedzieć na pytanie. Opisane

postąpienie Sądu Apelacyjnego nie mogło być jednak potraktowane jako

10

uzasadniające uwzględnienie kasacji. Budząca sprzeciw obrońcy wspomniana

konstatacja tego Sądu była bowiem uboczna na tle zasadniczego wywodu,

mającego wykazać niezasadność apelacji, nadto była na tyle niejednoznaczna, że

nie można uznać, iż prowadziła do rażącego naruszenia określonych przepisów

postępowania.

Drugi zarzut kasacji opiera się na oczywiście błędnej interpretacji art. 17

ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Zapewne skarżąca ma na myśli przepis art. 17 ust. 1 tej ustawy, który stanowi, że

pacjent ma prawo do wyrażenia zgody na przeprowadzenie badania lub udzielenie

innych świadczeń zdrowotnych przez lekarza, co pozwala przyjąć, iż pacjent ma

możliwość zrezygnowania ze świadczenia zdrowotnego (pomocy medycznej). Nie

ulega jednak wątpliwości, że wymieniona norma odnosi się do relacji pacjent –

lekarz, zatem dotyczy sytuacji, gdy pacjent wobec lekarza wyrazi brak zgody na

leczenie. Z pewnością wspomniany przepis nie zwalnia innych osób, zwłaszcza

członka rodziny sprawującego opiekę nad chorym, którego stan jest na tyle zły, że

zachodzi bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na

zdrowiu, od obowiązku podjęcia działań zmierzających do udzielenia choremu

pomocy medycznej, nawet gdy ten oświadcza, że nie chce kontaktu z lekarzem.

Jeżeli obrońca podnosi, że skazany nie miał obowiązku „wbrew woli świadomej

oraz poczytalnej babki na siłę ją leczyć”, to nie dostrzega, że pojęcie leczenia

odnosi się do zabiegów podejmowanych przez lekarza, a określony fragment

zachowania skazanego oceniano nie jako zaniechanie leczenia pokrzywdzonej, ale

jako niepodjęcie działania zmierzającego do zapewnienia jej leczenia (mówiąc

wprost - niewezwanie lekarza), mimo symptomów, że jest ono konieczne.

W ramach trzeciego zarzutu kasacji, skarżąca podniosła naruszenie szeregu

przepisów postępowania, z których większość nie odnosi się wprost do

postępowania odwoławczego. Sąd Najwyższy niejednokrotnie wskazywał, że nie

jest postąpieniem prawidłowym, bowiem zmierzającym do ponowienia kontroli

wyroku sądu I instancji, podniesienie w kasacji zarzutu obrazy wyłącznie art. 7

k.p.k. w sytuacji, gdy sąd odwoławczy utrzymał w mocy wyrok tego sądu i zarazem

nie przeprowadzał dowodów w trybie art. 452 § 2 k.p.k., które byłby zobowiązany

ocenić zgodnie z regułami wspomnianego przepisu. Ta uwaga jest aktualna

11

również w wypadku podniesienia zarzutu naruszenia art. 410 k.p.k., choćby został

on powiązany z art. 458 k.p.k. Stawiając ten zarzut, skarżąca niesłusznie przypisuje

Sądowi Apelacyjnemu rolę sądu I instancji, skoro twierdzi, że określonych

okoliczności nie wziął pod uwagę „przy ustalaniu przebiegu zdarzeń”. Oczekiwanie,

że Sąd ad quem powinien pełnić taką rolę jest również widoczne w przypadku

zarzutu naruszenia art. 366 § 1 k.p.k., czego nie zmienia powiązanie tego przepisu

z art. 458 k.p.k. Z kolei zarzut naruszenia art. 452 § 2 k.p.k. nie uwzględnia, że

obraza przepisu ma miejsce wtedy, gdy sąd nie respektuje zawartego w nim

nakazu bądź zakazu określonego postąpienia. Wspomniany przepis, w brzmieniu

obowiązującym w dacie orzekania, tego rodzaju uregulowania nie zawierał, dawał

natomiast sądowi odwoławczemu możliwość przeprowadzenia dowodu na

rozprawie. Co prawda, w określonej sytuacji możliwość ta może przerodzić się w

obowiązek sądu (zob. wyrok SN z dnia 18 marca 2015 r., II KK 317/14, OSNKW

2015, z. 8, poz. 71), jednak nie sposób przyjąć, że było tak w niniejszej sprawie,

skoro Sąd Apelacyjny aprobował stanowisko Sądu I instancji w zakresie oceny

opinii sporządzonej przez Zakład Medycyny Sądowej CM UJ, w której wskazano,

że stwierdzone u pokrzywdzonej obrażenia ciała powstały w mechanizmie urazów

czynnych.

Charakter zarzutów kasacyjnych miały natomiast zarzuty rażącego

naruszenia przez Sąd odwoławczy przepisów art. 433 § 2 oraz art. 457 § 3 k.p.k.,

obszernie rozwinięte w uzasadnieniu skargi. Uznanie, że w pewnym zakresie są

one zasadne, spowodowało wydanie orzeczenia postulowanego przez skarżącą

oraz prokuratora Prokuratury Generalnej. Nie ulega wątpliwości, że sprawa R.

Kuchty nie należy do prostych w rozpoznaniu. Przy braku dowodów bezpośrednich,

zmiennych wyjaśnieniach oskarżonego, trudnościach w ustaleniu motywacji

ewentualnego sprawcy, w sytuacji, gdy nie kwestionowano, iż przez dłuższy czas

oskarżony względnie dobrze opiekował się niedołężną pokrzywdzoną, co wymagało

poświęcenia z jego strony, zasadniczym dowodem, na którym sąd orzekający oparł

skazanie oskarżonego, była opinia sądowo-lekarska sporządzona przez Zakład

Medycyny Sądowej, tłumaczona i uzupełniana na rozprawie przez kierownika

Zakładu dr. hab. med. T. K. (tak jak czyniły to sądy obu instancji, w dalszej części

uzasadnienia skrótowo będzie mowa o opinii biegłego, chociaż formalnie cały czas

12

chodzi o opinię instytucji). W świetle tej opinii dwukrotnie, w odstępie około

miesiąca (możliwy przedział czasowy jest jednak szerszy), w mechanizmie urazu

czynnego, pokrzywdzona doznała złamania żeber, najpierw po prawej, później po

lewej stronie klatki piersiowej oraz innych obrażeń (uszkodzeń) ciała, które nie były

leczone. Złamania żeber nastąpiły w wyniku dociśnięcia przez inną osobę klatki

piersiowej pokrzywdzonej do podłoża, co mogło polegać na nacisku kolanem (tzw.

kolankowanie), względnie na nacisku inną częścią ciała, całym ciężarem sprawcy.

Nawiązujący do opinii opis czynów przypisanych skazanemu nie precyzuje, na

czym dokładnie polegało jego zachowanie, prowadzące do złamania żeber

pokrzywdzonej. Sąd meriti, tłumacząc, że „nie ma możliwości dokładnego

odtworzenia sposobu działania oskarżonego”, poprzestał na stwierdzeniu, iż

działając umyślnie, w obu wypadkach docisnął jej klatkę piersiową do podłoża.

Zarazem jednak wykazał daleko idącą niekonsekwencję, bowiem zaznaczył,

odnośnie do pierwszego przestępstwa, że „należy przyjąć z prawdopodobieństwem

graniczącym z pewnością, iż oskarżony unieruchomił ciało pokrzywdzonej

dociskając jej klatkę piersiową do podłoża kolanem (kolanami)”, by następnie już

całkiem jednoznacznie stwierdzić, że oskarżony „zdawał sobie sprawę z tego, że

dociskanie kolanami ciała pokrzywdzonej będzie równoznaczne z naciskiem na jej

klatkę piersiową ze znaczną siłą wynikającą z ciężaru ciała oskarżonego /ponad

100 kg/, co może skutkować złamaniem żeber…” (s. 53-54 uzasadnienia). W

przypadku drugiego zdarzenia stanowisko Sądu jest mniej stanowcze, jednak i tym

razem wskazano, że przy dociskaniu pokrzywdzonej do podłoża oskarżony posłużył

się „najprawdopodobniej kolanem lub kolanami” (s. 55). Jest widoczne, że takie

postrzeganie przebiegu zdarzeń musiało rzutować na ustalenia co strony

podmiotowej zachowania R. K. i skłaniać do przyjęcia, że powodując złamanie u

pokrzywdzonej żeber (nadto te obrażenia, które wynikały z uderzania rękami),

działał umyślnie. Sąd przytoczył też jednak opinię T. K., że złamanie żeber było

możliwe nie tylko poprzez kolankowanie, ale też innego rodzaju nacisk na ciało

pokrzywdzonej, z tym jednak, że całym ciężarem sprawcy (s. 28 uzasadnienia).

Zabrakło w takim razie rozważenia, w jaki sposób taki nacisk mógł zostać wywarty

oraz czy inny mechanizm spowodowania złamań niż kolankowanie rzutuje na

ustalenia co do strony podmiotowej. Mimo trudności dowodowych, należało też

13

dążyć do ustalenia, a przynajmniej rozważenia ewentualności, gdzie i w jakiej

pozycji znajdowało się ciało pokrzywdzonej w krytycznych momentach. Ustalenie,

że oskarżony dociskał pokrzywdzoną do podłoża daje bowiem mało konkretny

obraz zdarzeń. W grę mogą wchodzić zachowania nader agresywne i wyraźnie

wskazujące na zamiar sprawcy, kiedy to dochodzi do przewrócenia, względnie

położenia pokrzywdzonej na podłogę i wspomnianego kolankowania, ale też

zachowania mniej drastyczne, gdy nacisk jest powodowany w inny sposób, np. na

pokrzywdzoną leżącą w łóżku. Pogląd T. K., że dla złamania żeber u

pokrzywdzonej konieczne było przygniecenie jej przez sprawcę do podłoża całym

ciężarem ciała, zdaje się wskazywać, iż pokrzywdzona pozostawała w pozycji

leżącej, co wykluczałoby przygniecenie jej do ściany, np. podczas przenoszenia do

łazienki lub w samej łazience. Nie jest jednak jasne, czy mówiąc o całym ciężarze

ciała sprawcy biegły miał na myśli ciężar R. K. (Sąd Okręgowy nadmienił, że przy

wzroście 190 cm waży 112 kg, Sąd Apelacyjny, że 120 kg), a tym samym, że osoba

mniej ważąca nie byłaby w stanie, w mechanizmie innym niż kolankowanie, złamać

pokrzywdzonej żeber. Gdyby okazało się, że w grę może też wchodzić nacisk ciała

o mniejszej wadze (masie), otworzyłoby się pole to rozważań, czy jest możliwe, że

skazany jednak nie musiał ucisnąć pokrzywdzonej całym swoim ciężarem, co

mogłoby nie pozostać bez wpływu na ustalenia co do przebiegu zdarzenia

(ustalenie, najwyraźniej przyjęte przez Sąd meriti, o poziomej pozycji ciała

pokrzywdzonej w chwili przygniecenia nie jawiłoby się jako jedynie możliwe), ale też

co do zamiaru, z jakim sprawca działał, co ma znaczenie zwłaszcza w przypadku

drugiego z przypisanych mu przestępstw.

Odnośnie do strony podmiotowej przypisanych skazanemu przestępstw Sąd

Okręgowy w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że w przypadku pierwszego z nich

przyjął, iż R. K. „godził się na to, że efektem dociskania klatki piersiowej

pokrzywdzonej będzie złamanie jej żeber” (s. 54), wobec tego „działał z zamiarem

ewentualnym powziętym nagle pod wpływem doraźnych okoliczności oraz

sytuacyjnej reakcji emocjonalnej” (s. 61). W przypadku drugiego przestępstwa

uznał natomiast, że skazany „działał z zamiarem nagłym, lecz bezpośrednim w

zakresie spowodowania uszkodzeń w obrębie twarzy, szyi i ramienia

pokrzywdzonej, a także w zakresie spowodowania złamania 5 żeber po stronie

14

lewej klatki piersiowej” (s. 63), jako że „stan świadomości w tym dniu był odmienny,

niż poprzednio, albowiem oskarżony znał już doskonale skutki działania

polegającego na przygniataniu klatki piersiowej pokrzywdzonej do podłoża,

wiedział, iż dokonany przez niego wcześniej czyn skutkował złamaniem jej żeber.

W tej sytuacji oskarżony nie mógł mieć wątpliwości co do tego, że ponowienie tego

samego działania odniesie ten sam skutek” (s. 55). Trzeba w związku z tym

zauważyć, że wywód mający wykazać, iż skazany wiedział, że po pierwszym

zdarzeniu u pokrzywdzonej doszło do złamania żeber, Sąd a quo ograniczył do

stwierdzenia, że widocznymi dla niego objawami tego uszkodzenia ciała były „ból,

kaszel, spłycenie oddechu” (s. 9) oraz to, że „pokrzywdzona w tym stanie przez

kilka dni nie mogła chodzić, kaszlała, miała wysoką gorączkę, cierpiała ból i

duszności” (s. 54). Należało oczekiwać, że istotna z punktu widzenia

odpowiedzialności skazanego okoliczność będzie szerzej rozważona, również

przez Sąd odwoławczy, jako że nie bez racji w kasacji zwrócono uwagę, iż skoro

biegły zaznaczył, że w sytuacji, gdy pokrzywdzona cierpiała na przewlekłą

niewydolność krążenia, a jednym z objawów tego schorzenia była odczuwana

przez nią duszność, to wspomniane spłycenie oddechu połączone z dusznością nie

musiało być odbierane przez skazanego, przyzwyczajonego do problemów z

oddychaniem Z. K., jako symptom jednoznacznie świadczący o zasadniczym

pogorszeniu jej stanu zdrowia, zwłaszcza o złamaniu żeber. Wypadało też

rozważyć, czy inne dolegliwości, które miały wystąpić u pokrzywdzonej, musiały być

interpretowane przez skazanego, niemającego przecież wiedzy medycznej, jako

niewątpliwy objaw złamania żeber, przy uwzględnieniu, że nie jest jasne, czy sama

pokrzywdzona stan swojego zdrowia oceniała jako poważny i czy mówiła o tym

skazanemu. W tym kontekście Sąd meriti nie wykluczył, że odczuwane dolegliwości

traktowała jako przemijające, dostrzegł również, iż pokrzywdzona zaniechała

wezwania pomocy lekarskiej, chociaż mogła to uczynić telefonicznie, bądź poprzez

odwiedzające ją osoby. Sąd stwierdził, że nie jest możliwe jednoznaczne

wytłumaczenie postawy pokrzywdzonej, polegającej na niezawiadomieniu innych

osób o stanie swego zdrowia oraz nieskarżeniu się na R. K. Wymienił jednak kilka

możliwych przyczyn, w tym obawę Z. K. przed jego reakcją. O ile tłumaczą one jej

niechęć do obciążania R. K., to przy założeniu, że odczuwała bardzo poważne

15

dolegliwości, które według Sądu musiały przekonać skazanego, iż spowodował u

niej złamanie żeber, brak chęci pokrzywdzonej do wezwania lekarza

(konsekwentnie, jak wcześniej to czyniła, mogła w takim wypadku zaprzeczać

sprawstwu opiekuna), choćby za pośrednictwem siostry A. G., z którą utrzymywała

kontakt osobisty, a ostatnio telefoniczny (k. 405 odw.), czy widzianej 14 marca 2011

r. A. T., jest rzeczywiście trudna do wytłumaczenia, zwłaszcza gdy wspomnieć, że

wcześniej często i bez oporów korzystała z leczenia szpitalnego (w 2009 r. aż 7

razy), a świadek K. T., pielęgniarka z miejscowego ośrodka zdrowia zeznała, że Z.

K. zazwyczaj sama dzwoniła do ośrodka i umawiała się na wizytę lekarską (k. 786

odw.). Do rozważenia pozostawało w takim razie, czy postawa pokrzywdzonej

uprawnia do interpretacji, że złamanie żeber nie spowodowało u niej tak poważnych

i dłużej trwających dolegliwości, by skazany miał pewność co do ich przyczyny.

Wypadało przy tym uwzględnić, że chociaż, według biegłego, u Z. K. po złamaniu 7

żeber przez kilka dni wystąpiły wyraźne objawy chorobowe, to być może później, na

jakiś czas, ustąpiły, a pokrzywdzona funkcjonowała w sposób zbliżony do

poprzedniego, skoro 14 marca 2014 r., według A. T., nie była osobą leżącą (k. 361)

i w jej obecności poruszała się po mieszkaniu, co zgodne jest z wypowiedzią

biegłego, że „po kilku dniach od złamania mogła zacząć chodzić” (k. 1094 odw.).

Nie jest wykluczone, że podobnie zachowywała się przez kilka tygodni, skoro Sąd

Okręgowy, przyjmując, że została dwukrotnie pobita, dopuścił w opisie czynu

możliwość, iż pierwsze zdarzenie miało miejsce w lutym 2011 r. (w uzasadnieniu –

s. 20 – pojawia się jeszcze szerszy przedział czasowy, skoro stwierdzono, zapewne

w związku z wypowiedzią biegłego – k. 1094 odw. – że pierwszy raz pokrzywdzona

została pobita 2 tygodnie do 3 miesięcy przed zgonem). Słuszne byłoby też

zastanowienie się, czy skazany musiał mieć świadomość, że pokrzywdzona ma

złamane żebra, a stan jej zdrowia bezwzględnie wymaga udzielenia jej pomocy

lekarskiej, skoro będąca z wizytą u Z. K. 10 dni przed jej śmiercią, doświadczona w

kontaktach z chorymi, pracownica Ośrodka Pomocy Społecznej A. T., nie podjęła

konkretnego działania i poprzestała na skierowanej do skazanego uwadze, że

może trzeba wezwać do pokrzywdzonej lekarza. W kasacji nie bez racji

nadmieniono, że skoro A. T. (skarżąca akcentuje, że jest pielęgniarką, gdy w

rzeczywistości wykonywała zadania pracownika socjalnego) jedynie sugerowała

16

wezwanie lekarza, a nie stwierdziła kategorycznie takiej konieczności, to wypadało

rozważyć, czy i skazany mógł nieprawidłowo ocenić sytuację. W tych

okolicznościach stanowiące istotny element wnioskowania Sądu a quo ustalenie, że

R. K. wiedział, iż u pokrzywdzonej doszło do złamania żeber, nie jawi się jako

niewątpliwie trafne.

W kasacji zwrócono też uwagę, że wymagało rozważenia przez sądy

orzekające, przed uznaniem, iż skazany izolował pokrzywdzoną od kontaktu ze

światem i opieki medycznej oraz chciał ukryć pobicie babci, czy tezie tej nie przeczy

fakt, że nie czynił on trudności A. T. w odwiedzeniu pokrzywdzonej w dniu 14 marca

2011 r. Argument ten jest o tyle nieprzekonujący, że Sąd meriti, odwołując się do

zeznań pielęgniarek T. B., B. C. i K. T. wytłumaczył, dlaczego uznał, że po 14 lipca

2010 r. skazany pozbawił pokrzywdzoną możliwości leczenia (sformułowanie to - s.

34 uzasadnienia - wydaje się zbyt daleko idące, w kontekście wspomnianej

możliwości zainicjowania przez samą Z. K. kontaktu z lekarzem), nadto wizyta A.

T. nie wiązała się z badaniem lekarskim pokrzywdzonej, zaś R. K. mógł oczekiwać,

że babcia nie poskarży się na niego. Spostrzeżenia Sądu Okręgowego co do

obniżenia jakości opieki sprawowanej przez skazanego nad Z. K. i jego braku troski

o zapewnienie jej opieki medycznej są jednak o tyle znaczące, że uprawniają do

zadania pytania, czy trafne jest stanowisko tego Sądu, iż skazany dlatego

każdorazowo wstrzymywał się z wezwaniem lekarza do pokrzywdzonej, że chciał

uniknąć odpowiedzialności karnej, przy świadomości, że popełnił przestępstwo.

Skoro bowiem uznano, że R. K. już od połowy 2010 r. wykazywał brak

zainteresowania leczeniem babci, to przed przyjęciem, że już po pierwszym pobiciu

„wiedział o złamanych żebrach pokrzywdzonej” (s. 54 uzasadnienia) i nie wezwał

do niej lekarza z powodu obawy przed odpowiedzialnością, wypadało rozważyć,

obok pogłębionego wnioskowania co do wiedzy skazanego o złamaniu żeber

pokrzywdzonej, czy to zachowanie nie było zwykłą kontynuacją wcześniejszego

braku dbałości o zdrowie Z. K. Jest charakterystyczne, że do wezwania lekarza nie

doszło też wcześniej, gdy pokrzywdzona doznała złamania trzech żeber w linii

pachowej (opinia k. 50 odw.), chociaż zapewne i ta kontuzja, nie wiązana z osobą

skazanego, nie pozostała bez wpływu na jej samopoczucie.

17

Skarżąca również wskazała, w kontekście pochodzenia urazów

stwierdzonych u pokrzywdzonej, na niezbyt konsekwentne stanowisko

orzekających sądów. Mianowicie Sąd meriti ustalił, że w trakcie pierwszego

zdarzenia oskarżony uderzył pokrzywdzoną i spowodował u niej ranę tłuczoną

wargi oraz że „w tym samym czasie, tj. kilka tygodni przed zgonem pokrzywdzona

doznała urazu głowy skutkującego stłuczeniem mózgu i krwawieniem

podtwardówkowym …” (s. 9). Z kolei Sąd ad quem podkreślił, iż „zasługują też na

pełną akceptację ustalenia i wywody sądu co do przyjęcia czynnego mechanizmu

powstania rany tłuczonej wargi (w pierwszym pobiciu)…”. Nie bez racji skarżąca

zauważyła, że „twierdzenie o koincydencji czasowej obrażenia wargi i mózgu są

korzystne dla oskarżonego”. Nie jest bowiem jasne, dlaczego sądy obu instancji

przyjęły, że uraz głowy, skutkujący stłuczeniem mózgu, powstał bez udziału

skazanego, a zaistniała w tym samym czasie rana tłuczona wargi została

spowodowana zadanym przez niego uderzeniem. Co prawda, w opinii sądowo-

lekarskiej stwierdzono, że „rany tego typu spotykane są zazwyczaj jako skutek

uderzenia pięścią w twarz, i taki mechanizm wydaje się najbardziej

prawdopodobny”, ale zaznaczono też, że „nie można wykluczyć upadku z

uderzeniem twarzą o twarde podłoże” (k. 50 odw.). Sąd a quo, odnotowując to

stanowisko, wskazał jednak, że „należy powiązać ten uraz z działaniem

oskarżonego polegającym na dociskaniu klatki piersiowej do podłoża, jako łącznie

zaistniałe elementy agresywnego zachowania oskarżonego w stosunku do

pokrzywdzonej”. Stanowisko to ma cechę dowolności, w każdym razie nie tłumaczy

należycie, dlaczego racje, które przemawiały za nieprzypisywaniem skazanemu

spowodowania u pokrzywdzonej wspomnianego urazu głowy, nie miały

zastosowania do zaistniałego w tym samym czasie zranienia wargi. Inaczej

mówiąc, nie jest jasne, dlaczego Sąd meriti, deklarując stosowanie zasady in dubio

pro reo, przyjął, że wspomniany uraz głowy pokrzywdzonej zaistniał bez udziału R.

K., natomiast wykluczył taką możliwość w odniesieniu do rany wargi, mogącej

zaistnieć w tym samym mechanizmie, co uraz głowy (upadek z uderzeniem o

twarde podłoże).

Pełna aprobata Sądu Apelacyjnego dla zaprezentowanego przez Sąd I

instancji rozumowania, chociaż pomija ono istotne okoliczności, względnie nie

18

całkiem tłumaczy zajęte stanowisko powoduje, że zastrzeżenia podniesione w

kasacji pod adresem wyroku Sądu odwoławczego nie mogły zostać odrzucone.

Było przy tym widoczne, że skarżąca, wprost określenia tego nie używając,

wskazuje na tzw. błąd przeniesienia, polegający na przeniknięciu uchybień Sądu

meriti do aprobującego rozstrzygnięcie tego sądu orzeczenia Sądu II instancji.

W kasacji podniesiono też, że Sąd odwoławczy, akceptując stanowisko Sądu

meriti odnośnie do opinii sądowo-lekarskiej, pominął zgłoszone w apelacji

zastrzeżenia odnośnie do tej opinii. Obrońca zwróciła m.in. uwagę, że „widoczne są

też rozbieżności wniosków opinii wydanej po sekcji zwłok i późniejszych”. Nie jest

ona bezzasadna, skoro w opinii sporządzonej 22 kwietnia 2011 r. uznano, że

„obrażenia stwierdzone na ciele zmarłej powstały od mnogich czynnych urazów

zadawanych narzędziem tępym, twardym, w co najmniej dwóch osobnych

pobiciach” (k. 20), by niedługo później, 6 czerwca 2011 r., wskazać, że powstałe

krótko przed zgonem złamania pięciu żeber mogły powstać zarówno wskutek urazu

czynnego (np. kopnięcia), jak i upadku. Podobnie, stwierdzone u pokrzywdzonej

złamanie trzech żeber w linii pachowej, uznano za efekt urazu czynnego, względnie

upadku (k. 50 odw.). Z kolei na rozprawie w dniu 26 kwietnia 2012 r. biegły T. K.

podał, że część obrażeń stwierdzonych u pokrzywdzonej, w tym złamanie 7 żeber,

„na pewno są wynikiem zadania jej urazów czynnych” (k. 502 odw.), natomiast w

opinii z 22 sierpnia 2013 r. stwierdził i powtórzył to na rozprawie w dniu 11 grudnia

2013 r., że gdyby rozpatrywać każde z obrażeń stwierdzonych u pokrzywdzonej z

osobna, nie można wykluczyć pochodzenia danego obrażenia od urazu biernego

(k. 1006, 1095). Przeciwko temu przemawia jednak kompleksowy ogląd obrażeń,

nadto uwzględnienie „całej sytuacji (wielokrotne powtarzające się epizody

doznawania siniaków, izolowanie pacjentki przez kilka miesięcy od dostępu do

służby zdrowia, brak reakcji na jej ciężki stan)". Wraz z zawartym w opinii z 22

kwietnia 2011 r. poglądem, że miały miejsce co najmniej dwa osobne pobicia, dało

to obrońcy asumpt do zamieszczenia w kasacji twierdzenia, że „biegły stał się

sędzią”. Uwaga ta nie jest bezzasadna, skoro T. K. nie poprzestał na

przedstawieniu opinii zawierającej opis stwierdzonych u pokrzywdzonej obrażeń i

możliwego mechanizmu ich powstania, ale już na wstępie wyraził przekonanie o

zaistnieniu przestępstw, a później, uzasadniając tę tezę, uwzględnił okoliczności,

19

które w określony, niekorzystny dla skazanego sposób zinterpretował, wychodząc

poza kompetencje biegłego. Wziął pod uwagę, że R. K. przez kilka miesięcy

izolował pokrzywdzoną od dostępu do służby zdrowia i nie reagował na stan jej

zdrowia, jak też połączył wszystkie epizody doznawania siniaków przez

pokrzywdzoną z osobą skazanego, chociaż, co podkreślono w kasacji, kwestia jego

odpowiedzialności była badana przez właściwe organy przed 2011 r. i nie znalazły

one podstaw, by przedstawić mu zarzut popełnienia przestępstwa na szkodę Z. K.

Niejednolitość opiniowania przez biegłego jest szczególnie widoczna w

przypadku stwierdzonego u pokrzywdzonej złamania 7 żeber. T. K. początkowo

wykluczył możliwość tego złamania w wyniku upadku (k. 503), by, jak wspomniano,

dopuścić taką możliwość, chociaż z zastrzeżeniem, że należałoby pominąć inne

doznane przez pokrzywdzoną urazy. Otwierało to jednak pole do rozważań, czy nie

jest możliwe potraktowanie obu zdarzeń, które mogły zaistnieć w dłuższym

odstępie czasu, jako odrębnych, w tym znaczeniu, że pochodzenie obrażeń z

jednego zdarzenia nie byłoby rozpatrywane przez pryzmat drugiego z nich. W takim

wypadku, przyjmując, że pokrzywdzona upadła, co skutkowało stłuczeniem mózgu,

wypadałoby bardziej przekonująco wykazać, że w tym mechanizmie złamanie 7

żeber nie jest możliwe, również przy odnotowanej przez Sąd Okręgowy „osłabionej

strukturze kostnej” (s. 54 uzasadnienia). Jeżeli natomiast sądy orzekające przyjęły,

że w obu wypadkach do złamania żeber doszło w wyniku dociśnięcia klatki

piersiowej pokrzywdzonej do podłoża z użyciem dużej siły (kolankowanie, wywarcie

innego rodzaju nacisku, z tym jednak, że całym ciężarem sprawcy), to ma rację

skarżąca, że celowe było ustalenie, czy takie działanie, przy wielkiej wadze R. K. i

„kruchości” pokrzywdzonej, mogło spowodować tylko złamanie żeber, czy też

powinno prowadzić do uszkodzenia narządów wewnętrznych. Gdy zaś chodzi o

zdarzenie z dnia śmierci Z. K., słuszne byłoby uzyskanie odpowiedzi na pytanie,

czy silny nacisk na klatkę piersiową powinien pozostawić ślady (zasinienia) na jej

ciele, a jeżeli tak, czy któryś ze śladów stwierdzonych podczas oględzin zwłok jest

pozostałością wspomnianego nacisku. W ramach ustaleń faktycznych przyjęto

również, że krócej niż 6 godzin przed śmiercią pokrzywdzonej skazany nie tylko

złamał jej żebra, ale też zadawał ciosy rękami, czego skutkiem były podbiegnięcia

krwawe na ciele. Nasuwa się jednak uwaga, że kwestia jednoczasowości

20

zaistnienia tych podbiegnięć i złamania żeber powinna być bardziej klarownie

wyjaśnione, bowiem wypowiedź biegłego na ten temat nie jest jednoznaczna.

Wspomniał on tylko, że przebarwienia na ciele pokrzywdzonej powstały wcześniej,

niż tuż przed śmiercią, były bowiem opisane jako matowe (k. 1094 odw.).

W kasacji nie bez racji wskazano też na brak konsekwencji biegłego w

opiniowaniu co do istotnej kwestii, podnosząc, że w opinii z 6 czerwca 2011 r.

wskazał, iż w ostatnim okresie przed zgonem chora prawdopodobnie mogła tylko

leżeć, później zaś przyjmował jako pewnik, że kilka dni przed śmiercią nie była w

stanie chodzić, nawet przy pomocy osoby trzeciej (k. 502 odw.). Okres niemożności

chodzenia przez pokrzywdzoną był zresztą przez biegłego określany niezbyt

precyzyjnie; przy pierwszym rozpoznaniu sprawy w tym samym wystąpieniu przed

Sądem wskazał, że Z. K. „najprawdopodobniej” w ciągu kilkunastu dni przed

śmiercią nie była w stanie dojść do łazienki, by zaraz potem „absolutnie” wykluczyć

taką możliwość (k. 502 odw., 503 odw.). Wiadomo jednak, że zeznania A. T.

możliwość taką dopuściły. Zwrócono również w kasacji uwagę na niejasność opinii

w zakresie twierdzenia, że całkowite wyłączenie pracy prawego płuca, które było

niepowietrzne (k. 503 odw.) uniemożliwiało pokrzywdzonej chodzenie w ostatnich

dniach przed śmiercią, przy zapisie w protokole oględzin zwłok, iż płuca były

upowietrzone, choć nierównomiernie (k. 20). Rzeczywiście, i w tym względzie

celowe było uzyskanie bardziej precyzyjnej wypowiedzi biegłego, również dlatego,

że znane są przypadki funkcjonowania ludzi, po zabiegu chirurgicznym, nawet z

jednym płucem, a nie została też jednoznacznie zakwestionowana wiarygodność

świadka A. T., który w postępowaniu przygotowawczym zeznał i podtrzymał to na

rozprawie, że w dniu śmierci Z. K. widział siedzącą ją przy stole w kuchni i

spożywającą posiłek (k. 117, 391, 1015). W każdym razie na temat wartości tych

zeznań niewiele mówi uwaga Sądu Apelacyjnego, że zeznania świadka są

ogólnikowe i że na ostatniej rozprawie powołał się na kłopoty z pamięcią

(pominięto, że nie wspominał o tych kłopotach przy pierwszym przesłuchaniu).

W aspekcie kontroli opinii biegłego skarżąca podniosła też, że sądy obu

instancji nie zwróciły uwagi, iż brak odleżyn, bądź odparzeń na ciele

pokrzywdzonej, które to dolegliwości powstają szybko i łatwo, świadczy, że nie

leżała ona cały czas w okresie kilku dni przed śmiercią oraz że skazany

21

rzeczywiście ją obmywał (tej ostatniej okoliczności nie negowano – zob. s. 50

uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego). W związku z tym nasuwa się uwaga, że

zadanie na tę okoliczność pytania biegłemu było celowe, chociaż inicjatywę w

pierwszej kolejności powinien wykazać obrońca, który nie podnosił też tej kwestii w

apelacji (dla porządku wypada wspomnieć, że apelację i kasację sporządzali różni

obrońcy).

Trzeba też jednak odnotować, że wśród wielu argumentów podniesionych w

kasacji, wskazujących na naruszenie przez Sąd Apelacyjny art. 433 § 2 i 457 § 3

k.p.k., część nie była zasadna. Chociaż apelacja wniesiona przez obrońcę R.

Kuchty podnosiła m.in. zastrzeżenia odnośnie do stanowiącej zasadniczy dowód w

sprawie opinii sądowo-lekarskiej, co powinno skłonić Sąd odwoławczy do jej

kompleksowego przeanalizowania, pominięcia niektórych wątków wskazanych w

kasacji nie można traktować jako uchybienia i to mogącego mieć wpływu na treść

orzeczenia. Poza tym, nie wszystkie zagadnienia podniesione w kasacji zostały

przez Sąd ad quem pominięte. Np.:

- biegły należycie wytłumaczył, dlaczego do złamania żeber u pokrzywdzonej

doszło w wyniku dwóch (jeśli pominąć wcześniejsze złamanie 3 żeber) urazów.

Istotne było tu badanie mikroskopowe prowadzące do wniosku, że do złamania 5

żeber doszło krótko przed śmiercią Z. K., gdy złamanie 7 żeber nastąpiło znacznie

wcześniej (w tym względzie zob. s. 16 uzasadnienia Sądu Apelacyjnego);

- zasłanianie się przez pokrzywdzoną przed ewentualnymi uderzeniami w świetle

opinii biegłego nie było niemożliwe, skoro w opinii dopuszczono możliwość, że Z. K.

miała trudności w poruszaniu ramionami, co nie oznacza, że nie była w stanie nimi

poruszać. Nadto skarżąca zakłada (dostrzec trzeba, że i sądy orzekające), że

koniecznie chodziło o zasłanianie twarzy, gdy jest też możliwe zasłanianie innych

części ciała;

- sugerowanie, że skazany podnosząc do góry ciało pokrzywdzonej i nieumyślnie

powodując w ten sposób złamanie żeber mylił się, przyjmując, że Z. K. nie żyje, nie

znajduje oparcia w dowodach. Wszak owo działanie skazany podjął dopiero po

odjeździe lekarki, która stwierdziła zgon, przy czym fakt, że istotnie nastąpił wyrażał

się konkretnymi objawami (zeznania A. M. k. 1014, s. 16 uzasadnienia Sądu

Apelacyjnego);

22

- z opinii biegłego datowanej 22.08.2013 r. nie wynika, że tezę o złamaniu żeber w

wyniku pobicia pokrzywdzonej opierał m.in. na tym, że były to złamania w jednej

linii. Istotny był raczej fakt złamania tak dużej liczby żeber;

- niepodanie przez biegłego w ustnej wypowiedzi konkretnych tytułów literatury

medycznej, do których sięgnął w celu sprawdzenia działania leków zażywanych

przez pokrzywdzoną, zwłaszcza „Polocardu”, nie uzasadnia poglądu, iż

nieprawidłowo (co do tej kwestii) wywiązał się ze swoich obowiązków. Przez

nikogo, w tym przez obrońcę, nie był wezwany do podania, z jakim konkretnie

opracowaniami się zapoznał, a dopiero gdyby w takim wypadku nie potrafił ich

wymienić, zastrzeżenia pod adresem biegłego miałyby rację bytu;

- Sąd odwoławczy rzeczywiście nie odniósł się wprost do postawionego w apelacji

pytania: po co oskarżony miałby w taki sposób (przez kolankowanie lub innego

rodzaju nacisk na klatkę piersiową) obezwładniać wątłą staruszkę, będąc rosłym

mężczyzną? Temu zaniechaniu nie należy jednak nadawać nadmiernego

znaczenia, jako że wzmianka, iż stosując kolankowanie, sprawca obezwładnia

ofiarę, mogąc zadawać jej ciosy rękami, pojawiła się w opinii biegłego, co

wykraczało poza zakres opiniowania medycznego, natomiast Sąd meriti ustalenia,

iż R. K. chciał obezwładnić pokrzywdzoną, nie poczynił. Wobec poczynionych

ustaleń starał się raczej dociec, nie dochodząc jednak do stanowczych wniosków,

dlaczego dwukrotnie ją zaatakował.

Sąd Najwyższy zaliczył w poczet dowodów dołączoną do kasacji ulotkę,

opisującą działanie przyjmowanego przez pokrzywdzoną leku „Polocard” i możliwe

jego skutki uboczne. Istotnie, producent tego leku zaznaczył, że w czasie jego

stosowania u pacjentów obserwowano krwawienia, w tym mające postać krwiaków,

co samo w sobie nie przesądza, że zasinienia stwierdzone na ciele pokrzywdzonej

powstały bez udziału innej osoby, jednak powinno skłonić sąd ponownie

rozpoznający sprawy do ustalenia, czy wspomniane krwiaki mogły przybrać postać

takich zasinień i być tak mnogie.

Nie tracąc z pola widzenia pisma, które R. K. skierował do Sądu

Najwyższego, należy zauważyć, że w jego treści pojawiła się, obecna już w apelacji

sporządzonej przez obrońcę teza, iż oględzinom, na podstawie których

sporządzono opinię sądowo-lekarską, poddano ciało innej osoby niż Z. K. W tym

23

względzie obszernie i przekonująco wypowiedział się jednak Sąd Apelacyjny,

wskazując na szereg okoliczności, które tezę tę nakazują odrzucić, wśród nich

udokumentowanie oględzin i sekcji zwłok pokrzywdzonej materiałem fotograficznym

(k. 25-26a). Na rozprawie skazany wypowiadał się co do tych zdjęć i nie zgłosił

wątpliwości w kwestii, czyje ciało one przedstawiają.

Poczynione wyżej uwagi w żaden sposób nie mogą być traktowane jako

sugerujące kierunek rozstrzygnięcia przy ponownym rozpoznaniu sprawy. Sąd

orzekający, dążąc do poczynienia prawdziwych ustaleń faktycznych, powinien je

jednak uwzględnić w toku procedowania, nadto rozważyć celowość zlecenia

sporządzenia nowej opinii sądowo-lekarskiej innej instytucji lub biegłemu.

Mając na względzie przytoczone okoliczności, Sąd Najwyższy orzekł jak w

wyroku. Rozstrzygnięcie o wynagrodzeniu obrońcy z urzędu oraz zwrocie

poniesionych przez nią wydatków znajduje uzasadnienie w odpowiednich

przepisach rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. w

sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa

kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (t.j. Dz. U. z 2013 r.,

poz. 461 ze zm.). Doceniając widoczny wkład pracy obrońcy, nie uznano jednak,

biorąc zwłaszcza pod uwagę, że pod względem zebranego materiału sprawa nie

należy do obszernych, iż zasadne jest przyznanie obrońcy wynagrodzenia

przewyższającego zwykłą stawkę. Należy przy tym odnotować, że w świetle § 19

pkt 1 wspomnianego rozporządzenia nie byłoby prawidłowe zasądzenie kosztów

przy przyjęciu postulowanej przez obrońcę podwójnej wysokości stawki urzędowej.

Lexeva pokazuje treść orzeczenia, nie udziela porad prawnych i nie ocenia, co z niego wynika w konkretnej sprawie. Moc prawną ma wyłącznie dokument wydany przez sąd.